środa, 12 marca 2014

Rozdział 47.

W ogóle jej słowa w tamtym momencie mnie niezapokoiły. Zaraz po tej wymianie zdań wyszłyśmy z nieznajomą. Gościo z którym się biłam, pochodził z Rosji, miał na imię Peter. Wyznała też, że jest chandlarzem narkotyków i ci co są winni mu pieniądze, kończą żle. I z resztą nie tylko takie osoby, na przykład takie jak ja, albo w ogóle jak ktoś zajdzie mu za skórę. Znajdują osoby które mogą być ważne dla danego dłużnika, a przy okazji może miały coś wspólnego z działalnością Petera, aby się zemścić przy okazji. Po dłuższej rozmowie nieznajoma wyciągnęła rękę, mówiąc: 
- Tak w ogóle, to jestem Cassie - przedstawiła się blondynka o niebieskich oczach i delikatnej cerze. W tym momencie pojawił się mały uśmiech w kąciku ust, który zaraz znikł. 
- Agnes, miło mi cię poznać - odpowiedziałam jej z taką samą uprzejmością jak ona. Wyglądała i była bardzo sympatyczną osobą. 
Mimo, że znałymy się za ledwie kilkadziesiąt minut, poznałyśmy się, jakby to powiedzieć, od "A" do "Z". Ona opowiedziała mi swoją historię, a ja jej swoją. Obie się wzruszyłyśmy. Chciałam zaprosić ją do siebie, ale odmówiła, więc wymieniłyśmy się numerami telefonu. Ona upewniła się, czy jadnak nic mi nie jest z tymi drobnymi okaleczeniami i porzegnałyśmy się. 
Kiedy doszłam do domu stanęłam przed furtką. Miałam wątpliwości, czy wchodzić czy nie, bo nie wkedziałam, czy przpadkiem nie wejdę w złym momencie. Po dziesięciu minutach zdecydowałam się w końcu wejść. Niepewnie otworzyłam drzwi. Jak najciszej przekręciłam kluczyk. Delikatnie położyłam dłoń na klamkę i nacisnęłam ją. Po cichu wemknęłam się do środka, najciszej jak mogłam, ale i tak usłyszeli, bo przyszlu do przedpokoju, kiedy właśnie zdejmowałam buty. W pierwszej chwili nie zorientowałam się, skupiłam się na zakrzepniętych ranach, które dziwnie bolały. A, że były zakrzepnięte, to jak ruszałam na przykład ręką, to miałam uczycie jakby skóra mi się ciągnęła. To było dziwne i nie przyjemne uczucie. Kiedy podniesłam się po zdjęciu butów ujżałam Richarda z nawet ładną ciemnowłosą kobietą, która patrzyła się na mnie, uśmiechajac się szczerym uśmiechem. Ostatnio, jak Richard poznał taką jedną i ja nie wiedząc wtargnęłam do  domu,tamta pomyślała Bóg wie co i uciekła. On natomiast mówił, że nic się nie stało, ale wwiedziałam, że był smutny. Poznał w końcu kogoś, po długim czasie, po rozwodzie, a ja wystraszyłam tę osob. 
 - Jeju, co ci się stało - nagle spytał Richard, który zauwarzył moje okaleczenia, po tym jak podeszłam bardziej pod światło. 
-Długo by było mówić - odpowiedziałam. 
- A, to jest Agnes, o której ci mówiłam - powiedział mój przyjaciel wskazując na mnie - Agnes to jest Lili, Lili to jest Agnes - przedstawił nas sobie, a my podałyśmy sobie dłonie i uścisnęłyśmy. 
- Miło mi ciebie poznać - powiedziała z uprzejmością kobieta. 
- Mi również - uśmiechnęłam się - w końcu nikt nie ucieka na mój widok - po moich słowach lekko zaśmialiśmy się wszyscy troje. - Ja zostawiam was samych, muszę się ogarnąć, wezmę tylko wodę utlenioną - powiedziałam i skierowałam się do kuchni, aby wziąść to co powiedziałam, w razie czego wzięłam jeszcze plastry, które się przydały w niektórych przypadkach. Przy cichej muzyce wydobywającej się z głośników radia, wycierałam jedną ranę za drugą, strasznie piekły, ale dało się jakoś wytrzymać. Zejęło mi to dużo czasu, bo aż do północy, więc pi wykonanej czynności poszłam spać. Poczułam niezłe zmęczenie. Po zamknięciu oczu, przedstawiły mi się obrazy z dzisiejszego dnia. Pomyślałam o Cassie. W końcu poznałam osobę, która przeżyła prawie to samo co ja. 

No i jest. Wiem, że długi czas miną od ostatniej publikacji, ale trochę więcej skoncentrowałam się na moim nowym blogu. 
Czekam na komentarze... 
Jeżeli są błędy, to przepraszam, piszę z tableta i nie zaznacza mi błędów.

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 46.

Po miesiącu byłam już nieźle zmęczona. Ale też nikt się nke odzywał. Przez ten czas nawet pokazywali nas w różnych wiadomościach telewizyjnych, a całe występy, albo nagrznia tych najlepszych puszczali w rejonkwych stacjach muzyczngch i nie tylko. Siedząc przez tydzień na kanapie i oglądając głupie seriale, albo i nawet własne występy, powoli mnie wkurzało. W międzgczasie oglądania głupot napisał do mnie SMS'a Richard, czy bym mogła zostawić pustą chatę. Oczywiścid się zgodziłam. On też musi mieć swoje życie osobiste. Pomyślałam, że to będzje dobry czas, aby pójść  z dziewczynami na jakąś imprezę. Podzwoniłam więc do dziewczyn, które akurat się zgodziły i umówiłyśmy się do naszego ulubionego bary, gdzie zawsze jak miałam doła, to tam przychodziłam pić. Umówine byłyśmy na siedemnastą, ale ja musiałam wyjść wcześniej. Poszłam więc na spacer, do parku. Siadłam, a potem wzięłam nogi na ławkę. Zamyśliłam się. Niestety było to miejsce, gdzie pistrzelił mnie kilka razy ten wariat, więc nie łatwo było o tym zapomnieć. Kilku przechodniów przeszło tędy, ale wzrok jednego z nich od razu wyprowadził mnie z równowagi. Oczywiście był to Sam. Szedł ze swoją dziewczyną o brązowych włosach, co mnie zdziwiło, bo w dzień kiedy wylądowałam ledwie żywa w szpitalu to był z blondynką. Ale kiedy mnie zobaczył, patrzył się oczyma małego szczeniaczka, co od razu mnie wkurzyło. Potem znów poszłam się przejść i tak jakoś czas zleciał. Popatrzyłam na zegarek w telefonie, było w pół do siedemnastej, więc ruszyłam w kierunku miejsca, gdzie umówiłam się z przyjaciółkami. Zanim doszłam minęło trochę czasu. 
Mimo wszystko byłam na miejscu pierwsza. Co kilka mninut dochodziły moje kumpele. Do środka weszłyśmy razem. Tym razem w barze nie było muzyki na żywo. Poszłyśmy do blatu za którym stał dobrze znany mi barman i zamówiłyśmy coś do picia. Oczywiście nie żaden tam sok, czy wodę tylko coś mocniejszego. Idąc na parkiet przeżyłam chyba zawał, bo zobaczyłam Sama. "Nie no kurwa, to są chyba jakieś jaja" - pomyślałam. Akurat kiedy chciałam się wyluzować i o niczh nie myśleć. Postanowiłam, że tak będzie i nid będę o nim myśleć. Jednak czułam jego wzrok na sobie, co sprawiało, że chciałam po prostu wstać i pójść mu przyłożyć. Po trzech godzinach dobrej zabawy, coś przykuło moją uwagę. Jakiś facet ciągnie jak psa dziewczynę o blond włosach, która tańczyła z innym facetem. Trochę to wyglądało jak scena zazdrości. Nagle ten facet zaczą ją bić, co od razu mnie wkurzyło. Wkurzyło mnjs jeszcze to, że nikt nie podszedł i nie pomógł. Podbiegłam do niego i postukałam palcem w ramie, kiedy to akurat się ni ruszał. 
- Ej, koleś - powiedziałam do niego, a gdy ten się odwócił w moją stronę, od razu przyłożyłam w jego wstrętny ryj z pjęści, aż poleciał na stolik. Chyba się nieźle wkurzył, bo rzucił się na mnie i zaczęliśmy się bić. Ludzie przestali tańczyć i patrzyli się na nas. 
- I co, jak się teraz czujesz? Fajnie być bitym przez babę? - powiedziałam wrednie, a on rzucił się na mnie z nożem, którym nawet nie wiem skąd się tam wziął. Mimo, że robiłam uniki, zrobił mi kilka rozcięć. Podczas zmagania się z tym idiotą, przypomniała mi się sztuczka, którą nauczył mnie pan Han podczas mojego pobytu w Chinach. Chciałam sobie powspominać, ale jednak nie był na to czas. Akurat wtedy musiałam kucnąć, więc szybko wstałam i mocnym ruchem nogi wybiłam mu nóż, a potem drugą powaliłam jego. Popatrzył się na mnie złym wzrokiem, przy tym jęczał z bólu, z czego miałam satysfakcję. 
- Pożałujesz tego - powiedział i zniknął w ciemniściach. 
- Ta, jasne - wymamrotałam pod nosem. Podeszłam do tej dziewczyny, która była przygnębiona z łzami w oczach - nic ci nie jest? - spytałam. 
- Nic, ale on nie żartuję. On naprawdę się zemści w najbardziej brutalny sposób. Dla mnie zachowuję jakąś ulgę, ale dla innych to oznacza tylko śmierć. Widziałam to na własne oczy, co robił z ludźmi co zaszli mu za skórę. To było straszne. Uwierz mi.

No to w końcu jest.
Zmobilizowałam się. 
Przypominam o małych zmianach w moim blogu. Oto nowy adres do niego : 

http://fani-linkin-park-i-nie-tylko.blogspot.com/

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 45.

MUZYKA
No więc kiedy przyszli inni z zespołu i wtedy też coś tam brzdękałam. O dziwo im też się podobało. Prosili, żebym jeszcze coś zagrała więc znów coś tam z pamięci wygrzebałam i grałam. Colin wspomniał im coś o tym, żebym spróbowała z nimi zagrać. Nie mieli nic przeciwko. Stwierdziłam, że chociaż spróbuję. No więc podali mi nuty, które ledwie rozumiałam, ale wiedziałam chociaż jaka to piosenka. Pokazali mi mniej więcej o co chodzi, ale i tak się bałam, że coś spapram. Gdy zaczęliśmy próbę, szło mi dobrze, co mi się wydawało się dziwne. Jakoś udało mi się uwierzyć w siebie. Nie przepuszczałam, że pójdzie tak dobrze. W ogóle nie wiedziałam, że będę jeszcze grać na gitarze. Kiedy zagraliśmy trzy kawałki, to zespół mi pogratulował. Colin powiedział, ze nie musi mnie uczyć, tylko jedynie podać wskazówki, wtedy uśmiechnęłam się tylko. 
Kiedy zbliżała się godzina występu, a właściwie jeszcze wcześniej, stanęły trzy osoby u wejścia do parku, aby wpuszczały ludzi którzy zapłacili, czyli mieli wejściówki. Powoli gromadzili się ludzie. Ja i grupa rozgrzewaliśmy się. Kiedy zbliżał się występ, zamknęli park. Gdy był już czas na wyście, ustawiliśmy się wszyscy na pozycje. Miało to wyglądać jakbyśmy się pojawili  znikąd. I tak wyglądało bo widownia była zdezorietowana. Byłam szczęśliwa, że ludzie dobrze się bawili. Było to widać po ich twarzach. No niestety w tym tłumie musiałam zobaczyć Sama i to z tą jego dziewczyną. W końcu przyszedł czas na zespół. Odstawili wcześniej zrobioną kurtynę, aby nie było widać instrumentów. Kiedy skończyliśmy tańczyć, nic nie mówiąc poszliśmy szybko ja, Lucy i Colin byliśmy już tam gdzie instrumenty to wtedy odstawili kurtynę. Patrząc na nuty, które może nie za bardzo umiałam czytać, ale jak chodziłam na lekcję, więc coś nie coś rozumiałam i skumałam, że to solówka. W tej chwili szybko pomyślałam jak kiedyś nauczyciel kazał mi zagrać taką solówkę. 
- Ja mam zagrać solówkę? Ooo nie, nie dam rady - powiedziałam i zrobiłam oczy przestraszonego szczeniaczka. 
- Dasz, dasz - powiedział Colin, który też grał na gitarze. Zaczęliśmy w końcu grać. Pot oblał mnie całą, bałam się tej solówki. W trakcie brzdękania, przypomniało mi się mniej więcej czytanie nut, w co nie mogłam uwierzyć. Kiedy przyszedł czas, aby udowodnić, że sobie poradzę, o niczym nie myślałam tylko o graniu. Cud, że ludzie nie zaczęli buczeć tylko jeszcze skakać co mnie osłupiło. Jakoś to poszło. No i tak do północy brzdękałam, jak ja to nazywałam. Szkoda tylko, że mimo, że nie patrzyłam się nigdzie indziej tylko na moje palce, nuty i gitarę, czułam na sobie wzrok Sama, co mnie wkurzało trochę, ale z czasem, do tej północy, zapomniałam o nim i wczułam się jeszcze bardziej w grze na instrumencie. Dobrze, że mogłam wypocząć w spać nie do południa tylko aż do czternastej, a w pół do piętnastej pojawił się Richard z zakupami, po pracy. Ja jeszcze byłam zaspana i prawie usypiałam przy śniadaniu, a właściwie obiadem. Richard uśmiechnął się się z tego powodu, a ja popatrzyłam na niego złym i zaspanym wzrokiem. Jakieś dwie godziny potem, poszłyśmy z moimi przyjaciółkami do szpitala, podarować pieniądze gdzie trzeba. Była to tylko połowa sumy, ale ktoś jeszcze zapłacił i jak potem się okazało w nadchodzącym tygodniu Carmen miała mieć operację.Obiecała mi, że jak będzie po wszystkim ta napisze lub zadzwoni. 
Doszło do tego, że inni też się zainteresowali się naszą "działalnością charytatywną", więc tańczyliśmy i graliśmy w różnych klubach, barach, parkach, centrach handlowych i innych miejscach, pomagając w ten sposób innym. a jeżeli zespół nie mógł to tylko tańczyliśmy, a jak nie mogliśmy tańczyć to tylko graliśmy. 


No i jest =D 
Jak się podoba...

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 44.

Dalsze przygotowania do tej całej akcji charytatywnej szły bardzo dobrze. Dużo roboty. Udostępniałam stronę na chyba wszystkich portalach społecznościowych, a na Facebook'u założyłam fanpage'a. W ciągu godziny było dwadzieścia polubień. Nawet zaczęłam pisać bloga, gdzie było dwadzieścia pięć obserwatorów. Pisałam tam jak idzie z przygotowaniami do tej akcji. I nawet zdjęcia na przykład komputera. Spotykaliśmy się trenować taniec. Podczas tego robili nam zdjęcia i nawet filmiki, które potem były właśnie wstawiane na portale i blog. Tak samo robił zespół Lucy i Colina podczas swoich prób. Ustaliliśmy, że za tydzień odbędzie się to wydarzenie. 
Od samego rana trwały przygotowywania. Na szczęście uzyskałam zgodę od władz, że takie wydarzenie mogę zorganizować. Wyznaczyliśmy teren gdzie będziemy tańczyć i gdzie mają stać instrumenty. Ludzie będą musieli podejść, ale nie dużo. Gdy rozkładali instrumenty i poszli po nie ja zobaczyłam gitarę. Kiedy mieszkałam jeszcze z rodzicami i w wieku od dwunastu do piętnastu lat uczyłam się gry na gitarze. Nieźle mi szło, ale się zbuntowałam i nie chciałam grać, bo finansowali mi rodzice te lekcje, a w tamtym okresie zaczynały się problemy z dogadywaniem się między nami. Więc wzięłam gitarę do ręki, oparłam się o samochód Colina, który tam stał. Próbowałam sobie przypomnieć kilka chwytów. Powoli mi się przypominało i grałam coś, ale sama nie wiem co. Kojarzyła mi się ta melodia. Nagle przyszedł właściciel gitary i samochodu, czyli Colin. 
- Ej świetnie grasz - powiedział. 
- Ee tam, to takie brzdękanie - stwierdziłam. 
- Właśnie nie. Ja próbowałem tych chwytów i dopiero po kilkunastu, kilkudziesięciu próbach załapałem i to nie do perfekcji. 
- Na serio? 
- Tak. 
- A pamiętasz może z czego jest ten urywek? 
- Tak, ale w tej chwili nie pamiętam. Od kiedy grasz? 
- Teraz nie gram. Kiedyś tak, jak byłam nastolatką. Ja zawsze uważałam, że ten chwyt to prościzna. 
- Nie, a ty już jako nastolatka do umiałaś. Szacun. 
- Dawno nie grałam . 
- Świetnie ci wychodzi. Mogę cię trochę podszkolić, jak nie wszystkie rzeczy pamiętasz. 
- Serio? Dzięki. Jeszcze się zgadamy. 
- Zagraj jakiś dłuższy urywek. 
- Ok - i zaczęłam grać, co mi przyszło do głowy. 
- O kurde, to ten trudny urywek ! - wykrzyknął. - Może zagrasz z nami? 
- Nie, nie umiem dokładnie czytać z nut. 
- Masz dobry słuch, poradzisz sobie. 
- No ok, ale na razie tylko na próbie. 
- Dobrze.


Wiem, że krótki no ale tak wyszło... 
Piszcie co o tym sądzicie...

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 43.

Oczywiście cieszyliśmy się wszyscy, że tyle wytrwaliśmy, mimo, że ostatnia godzina była nieźle męcząca. Wszyscy powoli żegnali się i kierowali się do wyjścia. ja natomiast musiałam chwilę odpocząć, bo ta rana dała się mi we znaki i oczywiście bolało. Ale chwilę potem, razem z Bellą i dziewczynami też powoli szliśmy do wyjścia.
- I co nie wyszło wam - powiedziałam wrednie - nawet ja z tą raną dałam radę! - wykrzyknęłam. "- Ta, a teraz mnie boli"- dopowiedziałam sobie w duchu. Oni tylko patrzyli na mnie. 
Następnego dnia spałam do samego południa, więc kiedy się obudziłam nie było nawet Rex'a. Wstałam ubrałam się, zjadłam śniadanie, zobaczyłam co z moją raną. Była jakoś dziwnie mokra więc ją wytarłam specjalnym płynem i nałożyłam nowy opatrunek. Potem kręciłam się bez celu. Stwierdziłam, że pójdę do Richarda, czyli na posterunek. Wzięłam telefon, założyłam swoje czarne trampki i wyszłam z domu, zamykając go.
Będąc przed budynkiem, pewien młody policjant powiedział mi "cześć", odpowiedziałam, często go widziałam i czasem nawet trochę pogadaliśmy. Wchodząc do budynku spotkałam jeszcze ze trzy, cztery znajome twarze. Kiedy weszłam już na duże schody, które były na przeciwko wejścia, widziałam Rex'a, który leżał znudzony, Richarda i tego co mnie przymknął, ale na to nie zwracałam uwagi. Weszłam do tego pomieszczenia jak bomba, oni we dwóch i Rex popatrzyli na mnie. 
- Siemano ! Nudziłam się w domu to pomyślałam, ze wpadnę - od razu poszłam i usiadłam koło Rex'a jak zazwyczaj to robiłam. - Nad czym łamiecie głowy? - spytałam głaskając Rex'a. 
- Mamy pewną sprawę, ale fakty się nie zgadzają.
- Aha, krucho. Mogę spojrzeć? 
- Jasne.
- A o co konkretnie chodzi? 
- Młoda dziewczyna została mocno pobita i nawet dźgnięta nożem, ledwie ją uratowali. Nie mamy jednak jej danych. Wiemy, ze jest stąd. Ale odciski palców na nożu i te które miała na ciele, różnią się. 
- A gdzie ją znaleźliście? 
- My nie, jacyś ludzie zadzwonili i na karetkę i na policję. 
- Wiesz? Kojarzę ją, ale pewności nie mam. Ona ze mną do gimnazjum chodziła pod lasem, gdzie niedaleko była rzeka. 
- Niedaleko było widać las z tamtego miejsca, co ją znaleźli. Pamiętasz jak się nazywała?
- Czekaj... czekaj... Chyba Melissa, Melissa Keys. 
- Aha, może w internecie będzie jej zdjęcie z czasów gimnazjum - powiedział po czym zaczął szukać Richard. Faktycznie do była ona. Pojechaliśmy tam we dwoje, Rex i ten nowy, Alexander Brandtner. Przypomniało mi się, że była kiedyś bita przez ojca, ale poszedł na jakąś terapię i się ogarną i jeszcze, że miała młodszą siostrę o imieniu Lili. 
Na miejscu zastaliśmy jej ojca, ale ja postanowiłam poszukać Lili, bo jej nie było. Stwierdziłam, że lepiej trzeba sprawdzić. Sprawdziłam różne części domu, koło domu. Kiedy poszłam nad rzekę, tam od razu zobaczyłam jak jakiś chłopak podstępnie chce coś zrobić Lili. 
- Zostaw ją ! - krzyknęłam i zaczęłam biec, ale w tym momencie Lili wpadła do wody z pomostu, który tam był. Od razu wiedziałam, że trzeba ją jak najszybciej ją z tam tąd wyciągnąć, ale najpierw musiałam się bić z tym chłopakiem, żeby nie uciekł. Przylałam mu z pięści w twarz, zaraz w brzuch z kolana, no ale zaraz mnie wyglebił i bił po twarzy, jednak szybko kopnęłam go w krocze, aż się skurczył. Akurat przybiegli Richard i Alexander z tym gościem, kiedy aby ich zobaczyłam od razu pobiegłam i wskoczyłam z pomostu do wody, żeby uratować biedną Lili. Rex akurat go trzymał warcząc i szczekając. Woda była lodowata, ale płynęła jakoś wolno. Udało mi się całkiem szybko ją złapać i dopłynąć do brzegu. Leżąc, kaszlałam, bo zachłystnęłam się wodą, kiedy szybko płynęłam. Było mi strasznie zimno, mimo, że któryś przykrył mnie czymś. Zadzwonili po karetkę, bo z Lili, było coś nie tak, i po kumpli z policji, żeby zabrali tego chłopaka. 
Podczas powrotu do domu okazało się, że ten chłopak ma na imię John i że też kiedyś chodził ze mną do szkoły. To on pobił Melissę, a Lili to widział, więc też jej chciał się pozbyć. Ale nie powiedział dlaczego to zrobił. Kiedy byliśmy już prawie koło domu zadzwonił do mnie komputeromaniak i powiedział, że strona jest gotowa i żeby przesłać mu reklamę. Aby tylko się zatrzymał samochód od razu wybiegłam prosto w drzwi, przebrałam się i od razu na komputer zrobić reklamę. Udało mi się to w godzinie. Przesyłając ją mu, napisałam, ze może zrobić jakieś poprawki. Zaraz po tym musiałam ogarnąć mój pokój z mokrych rzeczy, a w trakcie zadzwoniła do mnie Lucy z wiadomością, ze zespół zagra. Ucieszyłam się, że jak na razie idzie wszytko dobrze. 


Jest ! 
Ale długi !
Piszcie jak się podobało =D

czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział 42.

Tańca nie przerwał mi na szczęście żaden ból. Tańcząc obok Belli i reszty, czułam się jak ryba w wodzie. Wyraźnie w "bitwie" przewagę mieliśmy my. przestaliśmy wszyscy tańczyć i z grupy naszych przeciwników wyszła do nas Claudia. 
- Hmm, jesteście tacy mądrzy, to zmierzmy się w tańcu długodystansowym, czyli takim, ze tańczy się w określonym czasie i kto dłużej wytrzyma. 
- Ta, wiemy, to co, zgadzamy się ? - powiedziałam i spytałam się potem ludzi z grupy.
- No jasne ! - odezwał się ktoś. 
- Oczywiście - odezwał się inny. 
- Tak - tym razem usłyszawszy męski głos. A potem wręcz chór zgadzających się głosów.
- No to ok. Od kiedy zaczynamy? 
- Proponuję - zabrała głos Katy - od dwudziestej do dwudziestej czwartej - powiedziała, spoglądałam na ludzi którzy kiwali głowami. 
- Stoi - powiedziałam, zgadzając się. Ale do dwudziestej było trochę czasu. Po raz kolejny zaczęłam myśleć o Carmen. I nagle jakby mnie olśniło. "- Przecież możemy zatańczyć !"- powiedziałam w myślach. 
- Chodźcie tutaj na chwilę - powiedziałam do ludzi. - Poznałam w szpitalu pewną dziewczynę. potrzebne są pieniądze, żeby mogła wyjść, a przed też żeby zrobili jej operację. Operacja jest potrzebna, nie tylko dlatego, żeby wyzdrowiała, ale jeszcze dlatego, żeby rozwijała swoją pasję. Pragnę wspomnieć, że jej pasją jest taniec. I wpadłam na pomysł, aby zrobić zbiórkę pieniędzy, co o tym myślicie ?
- To dobry pomysł - odezwał się ktoś.
- Dobry pomysł - odezwał się inny.
- Kto ma jakiś pomysł ? - spytałam. 
- Może nakręcimy filmiki z tej bitwy i umieścimy na stronie - powiedział Nick. 
- Tak, to jast dobre, hej, Lucy ! - krzyknęłam do dziewczyny - ty chyba śpiewałaś w zespole razem z Colinem. 
- Tak a co? - odezwała się Lucy. 
- Zagracie dla ludzi gratisowo - uśmiechnęłam się - nie no po prostu zagracie w podziękowaniu, dla tych co przyszli. A potem jeszcze wy zagracie a reszta będzie tańczyć. 
- A spoko, pogadamy z resztą, powinni się zgodzić - powiedziała Lucy. 
- A jak nie, to ja ich przekonam - powiedział Colin. 
- To dobrze. Kto zajmie się kamerowaniem ? Trzy osoby, jedna kameruje ich, druga nas, a trzecia obie grupy - zgłosiły się dwie osoby, a trzecią była Carly. - Ok, a kto zajmie się wejściówkami ? 
- Ja ! - odezwał się maniak komputerowy. 
- Dobra to ja reklamą. Ej komputerowiec ! - krzyknęłam jeszcze do niego - dasz radę zrobić jeszcze stronę ? 
- Oczywiście ! - odkrzykną mi. 
- To dobrze, prześlesz mi to ją obejrzę. A i zamieść te dzisiejsze filmiki, a ja tobie prześle tę reklamę. A kto zajmie się plakatami ? 
- Jasne, że ja - ponownie odezwał się komputerowiec. Zbliżała się dwudziesta. Zebraliśmy się w kółku i złożyliśmy ręka na ręce. 
- Rozwalmy ich ! krzyknęłam. A reszta odpowiedziała krzykiem "tak" i "dajmy im popalić". ustawiliśmy się my, zaraz ustawili się nasi przeciwnicy, ktoś puścił muzykę. Zaczęliśmy. Muzyka była łatwa, bo my tańczyliśmy do jeszcze szybszej niż ta, i do bardziej Street Dance'u. tamci nieźle sobie dawali radę, starali się, ale jednak mieli kilka potyczek i pomyłek. Po dwóch godzinach byli nieźle zmęczeni, my też, ale jakoś dawaliśmy radę. Po kolejnej godzinie poddali się, ale my z honorem, dotrwaliśmy do umówionej godziny.


Łohoho 
Same dialogi, ale tak wyszło =)
Piszcie jak się podobało =D

niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 41.

No, to szybko minął ten tydzień. trochę bałam się tego zdejmowania szwów, mimo, że robiono mi to nie pierwszy raz. Nie było jednak tak źle, ale rana pod piersią została nieruszona, bo doktor Kooks stwierdził, że "to paskudna rana i lepiej nich szwy nadal będą w razie czego". 
*
Miną kolejny tydzień. Kooks podjął się zdjęcia szwów z tej jednej rany, ja jednak bałam się, ze będzie coś z nią nadal nie tak. Pozwolili mi przynajmniej wstawać z łóżka. Mogłam pójść chociaż na spacer po korytarzu. Za kilka dni położyli koło mnie pewną dziewczynę, okazało się, że ma raka kość, ale był on nie złośliwy. Mimo wszystko biedaczka mogła doznać jakiegoś złamania nawet po małej wywrotce. Kiedy jakoś zaczęłyśmy rozmawiać, dziewczyna obdarzyła mnie swoim zaufaniem. miała na imię Carmen. Jej pają był taniec. W trakcie rozmowy okazało się, że mieszka niedaleko mnie. Pokazałam jej nawet kilka kroków tanecznych, ale od razu powiedziałam jej, ze za dużo pokazać nie mogę z powodu tej bolącej rany. Spodobało jej się, czego się nie spodziewałam. Spytała mnie o tą ranę, opowiedziałam jej całą tą historię, okazało się, że dużo było o niej w telewizji. "Brzmi jak z jakiegoś filmu akcji, co nie? No ale jednak to prawda"- powiedziałam ostatnie zdanie naszej rozmowy, bo przyszedł jej doktor. 
* * 
W końcu przyszedł czas na wyjście ze szpitala. Przez ostatnie kilka dni doktor Kooks trzymał mnie tylko z powodu tej rany, która naprawdę wyglądała i wygląda nieciekawie. Pakowałam powoli swoje rzeczy, myśląc o Carmen. Biedaczka spędzi w szpitalu jeszcze kawał czasu. Przeszkodą były pieniądze. Jakby zapłaciła to miała by szybciej operację, a tak musi czekać. Naprawdę mi jej szkoda. Wkrótce przyszedł po mnie Richard. Przytuliłyśmy się z Carmen, jak dwie najlepsze przyjaciółki, na pożegnanie. Nie chciałam żeby ona tam została. Wtedy było mi trochę trudno.W czasie drogi opowiedziałam o Carmen Richardowi. pod domem czekały na mnie moje przyjaciółki. Tak mi się miło zrobiło, że prawie rozpłakałam się. Im też potem opowiedziałam o Carmen. Też wspomniałam o grupie tanecznej, która ostatnio wpadła mi w głowę i nie przestaję o nie myśleć. Tego dnia i nocy cały czas spędziłam z dziewczynami. Podziwiały mnie za to co przeżyłam i co zrobiłam, ale ja uważałam to za nic. Nawet Rex z nami siedział, ale jak zrobiło się późno to poszedł do Richarda. Nie wiem jak udało mi się je wszystkie przenocować, w moim pokoju, ale same chciały być ze mną. 
Następnego dnia obudziłyśmy się prawie w tym samym czasie, skorzystałyśmy po kolei z toalety, ubrałyśmy się, zjadłyśmy śniadanie i pogadałyśmy. Przyszedł niestety czas na dziewczyny i musiały jedna po drugiej iść. Na samym ostatku wyszła zatroskana o mnie Bella. Przed wyjściem jeszcze chyba ze sto razy sprawdzała czy wszystko jest w porządku z moją raną i czy niczego mi nie brakuję. W domu byłam tylko ja i Rex, bo Richard Już dawno był o tej porze w pracy. Przez kilka dni siedziałam w domu. Myślałam o różnych rzeczach i w ogóle, ale nadal myśli zakrzątała mi sprawa Carmen. 
Pewnego dnia przyszła Bella i wyrwała mnie z domu. Poprowadziła do parku. Tam powoli zaczęłam słyszeć coraz głośniejszą muzykę. Za chwilę zobaczyłam Carly, która stała i przyglądała się naszej grupie, która tańczyła, a wśród ludzi były Evelyn i Kayla. Ucieszyłam się. Potem dowiedziałam się od Belli, że podczas mojej nieobecności grupa rzadko się spotykała. Potem powiedziała mi również, ze trwa bitwa taneczna między moją grupą, a niejakiej Katy i jej przyjaciółki Claudii, którym nieźle szło, ale patrząc na moją, to była amatorszczyzna. Mimo tej jednaj rany, przyłączyłam się do mojej grupy i zapomniałam o wszystkim, skupiłam się na tańcu.




Jest... 
Proszę o komenta =D