wtorek, 21 stycznia 2014

Rozdział 37.

MUZYKA 

I tak było. Jak, może nie na pierwszy, ale pierwszy od dłuższego czasu poszło mi nieźle. Na początek samo ruszanie, zatrzymywanie się i płynne zmiany biegów. Nieźle mi poszło też skręcanie. byłam zadowolona z tego, że Richard mi pomagał i z tego, że mimo wszystko dobrze się skupiłam na nauce. godzina po godzinie odnosiłam nowe sukcesy ; parkowanie, skręcanie na ostrych zakrętach, zmienianie biegów nawet do piątego, którego trochę się bałam, ale wiedziałam, ze to właśnie na najwyższym będę się ścigać. I to wszystko w dwa dni. Ostatecznym sukcesem było to, że sama już beż podpowiedzi Richarda i w ogóle bez jego obecności w aucie udało mi się prowadzić samochód ze skupieniem, pamiętając o wskazówkach, które podał mi Richard. Nawet przestałam się bać tego najwyższego biegu. 
W dzień wyścigu strasznie się denerwowałam, że pójdzie coś nie tak. I znów w parku było dużo ludzi, głównie dlatego, ze był tu nielegalny wyścig. Nie przejęłam się nawet obecnością Sama. Chodziłam w tej i z powrotem chowając twarz w dłoniach i przecierając ją kilka razy. Oczywiście przyszły Kayla, Evelyn i Carly. A na rozgrzewkę dojechałam na miejsce z Richardem jego samochodem. Powiedział, że wyścig dobrze mi pójdzie, jednak sama tak nie uważałam. Nadal chodząc w końcu stanęłam i kucnęłam ponownie chowając twarz w dłoniach. kiedy powoli nadchodził czas startu, wszyscy mnie poprzytulali i życzyli szczęścia. Wierzyli we mnie, ale ja w samą siebie nie. 
Kiedy szłam do stojących samochodów, którymi ja i Rob będziemy się ścigać. Kiedy miałam już otwierać drzwi, gdy jeszcze popatrzyłam na swych przyjaciół, taj jakby ostatni raz na nich patrzyła. W końcu wsiadłam do auta. trochę się z nim 'zapoznałam' i poćwiczyłam zmianę biegów. Na siedzeniu obok zauważyłam telefon, który zadzwonił, oczywiście dzwonił Payson. Powiedział żebym wzięła na głośnomówiący i położyła go tam gdzie leżał, bo tak powie 'start'. To było dziwne. No ale. Najpierw kazał odpalić silniki, potem przygotować się, a na końcu ruszyć. Z piskiem opon rozpoczęliśmy wyścig. Rob nie był łatwym przeciwnikiem. W pewnym momencie zostawił mnie w tyle, wtedy zaczęłam myśleć, że dostałam gorszy samochód. Ale w pewnym momencie wzięłam się w garść i próbowałam go dogonić. Nie było łatwo.
Udało mi się dogonić pod koniec wyścigu, więc jako pierwsza zjawiłam się w dużym wjeździe parku. I tu stało się coś niespodziewanego ; Rob stuknął mnie autem w mój prawy bok. Wtedy zjechałam na zbocze, które było dość wysokie, bo aż metrowe, jak nie większe. Nieźle uderzyłam się, nawet nie wiem w co dokładnie, bo straciłam szybko przytomność, ale i szybko ją odzyskałam. Czułam jak wszystko mnie boli i że mam przyciśniętą lewą nogę, bo przecież na lewej stronie auto leżało. Powili starałam wyjąć nogę. Nie było to łatwe. Kiedy chciałam ją wyjąć bolała jak cholera. Stwierdziłam, że tak czy owak będzie mnie bolało, więc na siłę ciągnęłam ile sił. Udało mi się ją wyjąć z wielkim trudem i po dłuższym czasie. Noga jeszcze mocniej mnie bolała i była porozcinana, a rany były różnej głębokości. Powoli prawą nogą odpychałam się, aby wyjść drzwiami pasażera. Właściwie to musiałam wyjść wybitym oknem, bo drzwi nie chciały się otworzyć. Leżąc na kawałkach szkła widziałam Sama, moich przyjaciół i Roba, który patrzył się na mnie z żalem w oczach.  



Niestety zdjęcia co kiedyś znalazłam nie mogłam wstawić, bo nie ma, ale są te dwa. 
Piszcie jak wam się podoba, długo piałam. Jak będzie chociaż dwa komenty to może napiszę następny =D

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 36.

Jego słowa zamurowały mnie. Przecież Bella zawsze mi o wszystkim mówiła, z resztą ja jej też. Zaczynało mnie dręczyć pytanie : 'Czemu mi o tym nie powiedziała ?'. Zaskoczona usiadłam na ławce, do której musiałam przejść dwa kroki. 
- Mimo, że spotkaliśmy się już dawno, nie znamy swoich imion - powiedział delikatnie chłopak. 
- A... Tak.. Jestem Agnes - powiedziałam nadal zszokowana, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech w kąciku ust, który po chwili znikł. 
- Rob Bington - przedstawił się i on. 
- Czego masz inne nazwisko od ojca ? - spytałam po dłuższym namyśle - przecież z tego co pamiętam to nazwisko tego bandyty brzmiało Pay... Payson. 
- Tak - powiedział Rob - ale zmieniłem na nazwisko matki. Mimo wszystko nie chcę mieć z min nic wspólnego. 
- Aha. Nawet cię rozumiem. Kto by chciał mieć nazwisko kryminalisty. 
- No właśnie. 
- Wiesz co teraz będzie kazał nam zrobić ?
- Nie. Najpierw dzwoni do ciebie, potem do mnie i wszystko mówi szczegółowo. Wiem tylko to, że po nim można się wszystkiego spodziewać. 
- No to mogę się już bać - stwierdziłam, gdy w tym momencie zadzwonił mój telefon - o, o wilku mowa - powiedziałam do Roba i zaraz odebrałam - Halo ? 
- Będziesz się ścigać - powiedział on - z Robem, jak się nie mylę, poznaliście się już. Za trzy dni w tym miejscu co jesteście rozpoczniecie i zakończycie wyścig. Okrążycie park odpowiednimi ulicami. Jutro też tutaj masz stawić się o dziewiątej rano, Rob pokaże ci odpowiednią drogę - tymi słowami zakończył rozmowę i usłyszałam tylko dźwięk zakończonej rozmowy w telefonie. Po chwili zdałam sobie sprawę, że nie jestem dobrym kierowcą. i znów miałam problem. Nie wiedziałam co robić. Tym razem nie spałam, nawet na ławce. Chodziłam i myślałam o tym. 
Na drugi dzień, oczywiście, zrobiłam tak jak kazał  mi ten idiota przez telefon. Wstawiłam się w danym miejscu o tej godzinie co trzeba. Rob pokazał mi drogę i okazało się, że ją znam. Jednak problem dotyczący prowadzenia jakiegokolwiek auta został. Kiedy nadszedł wieczór usiadłam na miejscu w parku, które już od dłuższego czasu zajmuję, i myślałam co z tym fantem zrobić. Jeżeli tego nie zrobię, ten psychol może zrobić coś Belli, czego bałam się najbardziej. Po dłuższym namyśle, uświadomiłam sobie, mimo wszystko, że tym najbardziej zaufanym człowiekiem był... Richard. Postanowiłam, oczywiście nie od razu, do niego pójść, nie zważając na porę dnia, bo była już prawie dwudziesta druga. 
Kiedy już dotarłam stanęłam przed drzwiami. Oparta lewą ręką o futrynę drzwi, wzięłam głęboki wdech i wydech i zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Kiedy otworzyły się zabrakło mi na chwilę tchu. Ale po chwili zaczęłam mówić bez przerwy. 
- Nie zważając na przeszłość, przyszłam do ciebie, bo mam duży problem. A nawet dwa. Jeden to taki, że porwali Bellę - tu chwilę zatrzymałam się, aby wziąć oddech, wtedy też zobaczyłam posmutniałą minę Richarda - a drugi problem, to taki, że muszę się ścigać, a sam wiesz jakim jestem kierowcą. 
- Wejdź - powiedział tylko, pokazując ręką na wnętrze domu. Zaraz, kiedy weszłam, podszedł do mnie Rex. Zaskamlał, jakby wiedział o co chodzi. Szczerze mówiąc to tak myślałam, to mądry pies. Zaprowadził mnie do salonu, gdzie zwykle przesiadywałam. Za mną wszedł Richard. Ja usiadłam na kanapie, jak zawsze to robiłam, a on na przeciwko mnie na fotelu, a Rex usiadł przy moich nogach. 
- Pewnie słyszałeś o ostatnim napadzie na bank - powiedział. 
- Tak, było o tym głośno. 
- No więc musisz też pamiętać gościa, którego pomogłam wsadzić do pierdla na początku naszej znajomości. 
- No... Tak.. Ale co to ma do tego?
- Dużo. Oto chodzi, że on stoi za porwaniem i tym napadem, a teraz, jak mówiłam, każe mi się ścigać z Robem. 
- Kto to ? 
- Syn tego, no Payson'a. 
- A tak, przypominam sobie, też nam pomógł. 
- No właśnie, mało tego dowiedziałam się od niego samego, ze jest chłopakiem Belli. Ale mi chodzi prowadzenie samochodu. Przyszłam cie prosić o pomoc w nauce jazdy - i tu nadeszła cisza. 
- Oczywiście, że ci pomogę - przerwał w końcu tę ciszę Richard. - Znam nawet dobre miejsce do tego. 
- Chociaż jedna dobra wiadomość, bo mamy mało czasu, tylko dwa dni - stwierdziłam. Potem gadaliśmy normalnie jak kiedyś, czego mi brakowało. Cieszyłam się z tego. mimo okoliczności. Wtedy też spałam w swym pokoju, w swym łóżku. Na półkach był gruby kurz, więc domyśliłam się, że od czasu mojej nieobecności nikt tu nie sprzątał. Miałam zamiar się wyspać, bo dnia następnego miałam mieć pierwszą lekcję jazdy samochodem, przed którą oczywiście się denerwowałam. 


Łojojoj ale długi. 
Ale chyba to dobrze, co nie ? 
Już jutro kolejny mam nadzieję.
A może nawet dwa =D 

niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 35.

Kilka minut przed dotarciem na miejsce, tajemniczy kazał nałożyć mi kominiarkę, na miał swoją już na sobie. Przed wyjściem z samochodu, sprawdziliśmy broń. Pistolety były naładowane i odblokowane. Założyliśmy kaptury i ze spuszczoną głową szliśmy do celu. Ja bardziej za nim. Weszliśmy do budynku. Ludzie normalnie pracowali, zakładali konta, podpisywali umowy, brali kredyty, wpłacali pieniądze, nie wiedząc, co ich za chwilę spotka. 
Nieznajomy nagle zaczął wrzeszczeć : 
- Na ziemię ! To jest napad ! 
- Na ziemię ! Wszyscy na ziemię ! - też krzyknęłam, kiedy po kucnięciu wyjęłam spluwy z pokrowców, które miałam na kostkach. 
- Na ziemie ! Ty pakuj pieniądze ! - krzyknął do jednej z pracownic tego budynku. 
- Gleba ! Gleba ! Gleba ! - wykrzyknęłam z wyciągniętymi na bok rękami z pistoletami. - Gleba ! Jeżeli ktoś się ruszy, bez wahania strzelę ! - kolejny raz krzyknęłam. - A nie chcę tego zrobić ! - dodałam po chwili. Po chwili też zapomniałam o wszystkim i aby zauważyłam ruch strzeliłam. Wtedy nie myślałam o tym, że ktoś zostanie ranny, zginie. Po prostu czułam się jak terrorysta, który na nic nie zważa. Za chwilę przekonałam się i dotarło do mnie, że wokół budynku jest mnóstwo policji. A kobieta, którą trafiłam, właśnie umiera. Znów złapałam doła, ale nie ukazywałam tego i nadal zachowywałam się jak terrorysta. Mój 'wspólnik' skończył ładowanie pieniędzy i wziął zakładniczkę... Mała dziewczynka, może nie taka mała ale może tak w wieku piętnastu lat, ale to jeszcze nie dorosła i zostanie jej to na całe życie. Widząc, że mamy zakładnika, zrobili nam przejście.W ostatniej chwili zauważyłam, że wśród otaczających nas policjantów stoi Christian i obserwuję mnie idącą tyłem osłaniając tego mojego 'wspólnika'. Wzrokowo poznaliśmy się z Slaterem. Kiedy dotarliśmy do miejsca gdzie stał nas samochód, tajemniczy nieznajomy wypuścił przestraszoną zakładniczkę. Szybko weszliśmy do auta i odjechaliśmy. Nieznajomy odwieść miał mnie do parku. Po dotarciu do tego miejsca, gwałtownie wysiadłam z ledwie zatrzymanego samochodu. Zdjęłam kominiarkę z wściekłością, nadal miałam pistolety. Słyszałam, że za mną podąża nieznajomy. Już bez kominiarki zatrzymał mnie i starał uspokoić. Zobaczywszy jego twarz, wydawała mi się znajoma. 
- Ona nie powinna zgiąć ! Rozumiesz ?! Nie powinna ! - miałam coraz głębsze wyrzuty sumienia, zabiłam niewinną osobę. - Wiesz gdzie powinnam teraz strzelić ? Tu ! Rozumiesz ?! Tu ! - stanęłam przed nim krzycząc i przystawiając sobie pistolet do głowy, wtedy tylko o tym myślałam. Jednak po kilu minutach opuściłam pistolet, zawisną obciążając moją rękę. - Mam ochotę zabić - powiedziałam myśląc o tym, co porwał moją przyjaciółkę. 
- Szczerze ? - odezwał się nieznajomy, jakby wiedział o kogo mi chodzi. - Ja też mam tę samą ochotę. 
- Ta, tylko dlaczego akurat ja ? 
- No jak wsadziłaś kogoś do paki, to się tak nie dziw - powiedział, a mnie nagle olśniło. 
- Czekaj, czekaj... To ty wtedy mi pomogłeś - zaczęłam kojarzyć twarz tego, co porwał Bellę, co kiedyś pomogłam wsadzić go pierdla na początku mojej znajomości z Richardem, trzy lata temu. 
- Tak to ja Ci pomogłem. 
- No ale dlaczego ty odwaliłeś tę najbardziej brudną robotę ? To na mnie przecież się mści. 
- Nie ma się wyboru, jak jest się jego synem. 
- O... kurde...
- I nie chcę, aby coś stało się Belli. 
- To ty ją znasz ? 
- Tak, przecież to moja dziewczyna.



Jest =D 
Ale się dzieję =D 
Zapraszam na następny, który najprawdopodobniej będzie jutro =D

sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział 34.

W parku siedziałyśmy w zupełnej ciszy do późna. Chyba tak długo, że spałyśmy na ławce siedząc i opierając się o siebie. Wyglądało to dość dziwnie. Zwykle na ławkach śpią pijaki. Obudził nas mój telefon. To był on. Poznałam jego numer, był prosty i łatwy do zapamiętania. 
- Słucham ?! - powiedziałam prawie z krzykiem do słuchawki.
- Napadniesz na bank z moim wspólnikiem. Wiem, że masz dwie spluwy, załatw sobie kominiarkę. Masz być w tym miejscu co teraz jesteś. Mój wspólnik przyjedzie starym, czarnym Chevroletem o czternastej. 
- Co? W dzień ? 
- A i to będzie jutro. Bez dyskusji, bo zrobię coś nieprzyjemnego twojej przyjaciółeczce.  Jak zrobisz coś po mojemu, powoli, krok po kroku będę ją zabijał. Chyba tego nie chcesz ? - powiedział wrednie i się rozłączył. Mimo wszystko, chciałam powiedzieć to komuś zaufanemu. W tamtym momencie przychodził mi do głowy tylko Christian. Mimo iż był gliniarzem. 
Roztrzęsiona szłam do przyjaciela, jednak miałam wątpliwości i miałam uczycie, że ten szaleniec mnie obserwuję. Bałam się, że zrobi coś Belli. Szłam, szłam jakbym chciała, a nie mogła. Ledwie podnosiłam nogi, moje pięty zaczepiały o chodnik, którym szłam, więc było słychać jak idę. Kiedy doszłam na miejsce, stanęłam przed drzwiami. oparłam się o ścianę obiema rękami po jednej i drugiej stronie, w końcu zadzwoniłam dzwonkiem i spuściłam głowę. Otworzyły się drzwi. Christian popatrzył na mnie, wiedząc, że coś się dzieje. Podniosłam głowę patrząc na niego. 
- Porwali Bellę - wykrztusiłam to z siebie. 
- Jak, jak to ?
- Zadzwonił do mnie jakiś facet, mówi żebym coś zrobiła, bo inaczej jej coś zrobi - w trakcie tych słów Christian wpuścił mnie do mieszkania. - Dziś zadzwonił i powiedział, że mam jutro napaść na bank z jakimś gościem co z nim współpracuję. 
- O kurde... - Christianowi zabrakło słów. 
- Na dodatek mamy zrobić to w dzień ! Kto normalny napada na bank w dzień ?!
- No, są idioci - powiedział pół żartobliwie Christian, nawet uśmiechnęłam się kącikiem ust. Usiadłam wygodnie na kanapie w salonie, a po chwili Christian przyniósł szklanki z wodą. 
- No to jak, być może, pojedziesz na akcję w sprawie napadu na bank, wiec, że to mogę być ja - mimo wszystko powiedziałam pół żartem. Trochę porozmawialiśmy, trochę posiedzieliśmy w ciszy i nawet nie wiem kiedy usnęłam. Obudziłam się leżąc na kanapie z głową na oparciu kanapy. Zadziwiająco się wyspałam. Patrząc na zegarek, była dziewiąta. Z kuchni wyszedł Christian, patrząc na mnie litościwymi oczami. 
- Może śniadanie? 
- Nie, nie jestem głodna - odpowiedziałam z przymróżonymi - muszę jeszcze skombinować kominiarkę. 
- Ja mam niepotrzebną, dają nam co jakiś czas nowe, a z tymi rób co chcesz. Dam ci - zaoferował Christian.
- Oo, bardzo dziękuję - powiedziałam. - W ogóle to dziękuję Ci, że mi pomagasz i wspierasz. 
- Od czego ma się przyjaciół powiedział i uśmiechną się. 
Na miejscu byłam kilka minut przed czasem. Przedmiotowo byłam gotowa, ale psychicznie, nie. A jeszcze bacznie obserwował mnie Sam, co mnie wkurzało coraz bardziej. Po chwili moich obserwacji, przyjechał do parku ten gość. Ruszyliśmy z piskiem opon i zauważyłam tylko ten bacznie obserwujący mnie wzrok Sama. 


Jest i kolejny =D 
Cieszę się z tego ;) 
Mam nadzieję, że się podoba...

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 33.

MUZYKA
No i tak przez kilka tygodni, byłam obsługiwana a to przez Bellę, a to nawet przez jej mamę. Ciągle tylko telewizor, laptop ostatecznie czytanie książki. A, jeszcze nauka. Codziennie przepisywałam lekcje i razem z Bellą rozwiązywaliśmy zadania. Wszystkie sprawdziany i kartkówki miałam napisać kiedy już będę mogła choć trochę chodzić. 
I tak było. Mimo, że jeszcze noga trochę bolała i kuśtykałam, wszystko udało mi się zaliczyć. Wszystko zawdzięczam Belli, bo pomagała mi. Ale pewnego dnia zdarzyło się coś strasznego. Ale od początku. Pewnego razu razem z Bellą miałam iść do szkoły. Wychodząc, Bella sobie przypomniała, że o czymś zapomniała. Powiedziała, żebym szła i że dojdzie do mnie. Tak się nie stało. W szkole się nie pojawiła. Po szkole poszłam oczywiście do domu. Jej mama była zdziwiona, że przyszłam sama. Powiedziałam jej jak było. Obie się przestraszyłyśmy, że coś jej się stało.
- Wie pani, spróbuję ją poszukać, jakby coś to dam znać. A jak długo mnie nie będzie, to niech pani się o mnie nie martwi - powiedziałam do mamy Belli, żeby się nie martwiła i o mnie, pewnie na darmo. Wyszłam z domu od razu zadzwoniłam do Evelyn : 
- Zwołaj Kaylę i Carly. Musimy się spotkać. W parku tam gdzie zawsze - jej przytaknięciem zakończyłyśmy krótką rozmowę. Sama zmierzałam do parku, bez zastanowienia. Przez całą drogę myślałam co mogło się stać. Cały czas ta myśl mnie nie dawała spokoju. Przecież Bella nie mogła rozpłynąć się w powietrzu. Dręczyła mnie też myśl, że coś jej się stało. Wokół parku coś się działo, było dużo ludzi. Oczywiście, jakby nie inaczej, na przeciwko uliczki, gdzie zawsze przesiadywałam z przyjaciółkami i tam też się umówiłam teraz, była uliczka gdzie zawsze stał Sam ze swymi kumplami. Tym razem tę tak było. Jednak nie zwracałam na to większej uwagi. Na umówione spotkanie przyszłam ostatnia. Kiedy już byłam przy ławce, spojrzałam jednak jeszcze złowierczo na Sama. Z rękoma w kieszeni bluzy, przez chwilę zastanawiałam się jak im powiedzieć o zniknięciu Belli. W końcu się odważyłam :
- Słuchajcie, jest problem - tu się chwilowo zacięłam. - Bella zniknęła. 
- Co? 
- Jak to ? - najpierw odezwała się Kayla, a potem Evelyn. 
- No nie wiem. Miałyśmy razem iść do szkoły, ale coś zapomniała i wróciła się. Powiedziała, że dojdzie, ale jednak tak nie było. 
- A ja się zastanawiałam, czego jej nie było - odezwała się Carly. 
- Ja myślałam, że się źle czuła, albo nie chciało - powiedziała Evelyn. Nastała cisza. Stojąc w lekki rozkroku, odchyliłam głowę do tyłu i patrzyłam na gwiazdy. Ale tylko przez chwilę. Zaraz zadzwonił mój telefon. Myśląc, że to Bella, bez wahania odebrałam, ale to co usłyszałam, zamurowało  mnie. Telefon powoli osuwał się po moim uchu i po szyi. Moje obawy się potwierdziły. Dziewczyny patrzyły na mnie i widać, ze czekały aż w końcu coś powiem. Ja nic nie mogłam z siebie wykrztusić, jakbym straciła głos. Kucnęłam. Schowałam głowę w dłoniach. Załamałam się. Dziewczyny domyśliły się, o co chodzi, bo widać było, że też się załamały. Po długiej ciszy w końcu ją przerwałam : 
- Tak, została porwana. Bandyta powiedział, żeby nie dzwonić na policję, bo coś jej zrobi i że niedługo się odezwie.


Napisałam, znowu. Mam nadzieję, ze będę tu częściej pisać =D 
Komentujcie i jak wam się podoba do rozsyłajcie linki :) 
Może akurat się komuś spodoba...

środa, 18 grudnia 2013

Rozdział 32

- No nieźle - powiedziałam. 
- No. Najlepsze jest to, że nie wiemy jak go z tam tąd ściągnąć. Każe żeby nikt tam nie wchodził, bo nie chce aby komuś się coś stało i nie chce go mieć na sumieniu. 
- Łoł. Postaram się coś zdziałać, ale to będzie szalone, więc żeby na dole były jakieś pudła czy coś. 
- Ok. A co konkretnie chcesz zrobić ?
- Skoczyć razem z nim - uśmiechnęłam się i poszłam w kierunku wejścia do budynku. Musiałam wchodzić dość wysoko. Sześć pięter. A kiedy już tam weszła, dyszałam jak jakiś parowóz czy coś. Powoli podchodziłam do niego. 
- Nie podchodź, bo skoczę ! - krzykną chłopak. 
- Ja przyszłam tylko pogadać. Raczej namawianie żebyś zszedł to będzie głupie. 
- Aha. Ciekawe o czym ty chcesz ze mną rozmawiać ? - powiedział trochę ironicznym głosem. 
- A tak ogólnie. 
- A - zapadła cisza. Udało mi się podejść do niego. popatrzył na mnie, kiedy odwrócił wzrok, to ja popatrzyłam na niego. 
- Wysoko. Naprawdę chcesz skoczyć ? 
- Tak, to znaczy... 
- Boisz się - uśmiechnęłam się szyderczo - słyszałam twoją historię, i wiesz co ci powiem? Nie przeżyłeś tyle co ja. Trzy razy w pierdlu siedziałam. kilka razy dostałam kulkę. Nawet mnie porwali dwa razy i to ci sami ludzie. Tacy ludzie jak ty, myślą, że im się świat zawalił całkowicie. Ale to gówno prawda ! Jeszcze dużo przed tobą, ale jak chcesz to skacz, no skacz ! - zaraz oboje skoczyliśmy, o ile to skokiem można było nazwać. Kiedy już "wylądowałam" poczułam mocny ból w nodze. Kiedy chciałam wstać, od razu poczułam jeszcze mocniejszy ból. Stwierdziłam, że jest złamana. Chrystian skumał się i podbiegł do mnie. 
- Może pomóc ? - spytał z uśmiechem.
- No, raczej chyba tak - powiedziałam z nutką ironii w głosie. Zaraz pomógł mi wstać i zawiózł mnie do szpitala. Noga strasznie mnie bolała. Założyli mi gips i dali zwolnienie ze szkoły. Chrystian odwiózł mnie do domu Belli, a tam już pomogła mi ona. 
Musiałam cały czas leżeć Ledwie do toalety dawałam radę. A kiedy nikogo nie było w domu. to wtedy już tak zwana "kaplica". 



Jeju w końcu napisałam !!!!
mam nadzieję, że nudny nie był, bo mi się wydaje że był nudny :) 
Czekam na komentarze :) I zapraszam do czytania, bo mam nadzieję że w końcu wezmę się za tego bloga :D

niedziela, 13 października 2013

Rozdział 31.

Kilka tygodni później. 
Są święta Bożego Narodzenia. A właściwie Wigilia. Siedzimy razem z Bellą i jej rodzicami przy wspólnym stole. Mimo, że traktowali mnie nie jak gościa, tylko jak swoją drugą córkę, brakowało mi tych chwil u siebie w domu, z Richardem i Rex'em, który zawsze żebrał na jakiś kąsek za stołu. Czasami spędzaliśmy ten dzień na posterunku z Kunz'em i Stockingerem. Na razie nie miałam ochoty wrócić do domu, a rodzice Belli zrozumieli mnie. Byłam im wdzięczna. 
W drugi dzień świąt poszłam do parku na spacer. Na takie spacery chodziłam razem z Rex'em. kiedy przypomniało mi się to, posmutniałam. Nawet nie zauważyłam, że przechodzę koło Sama i jego nowej dziewczyny. Tym razem o brązowych włosach. wcześniej była blondynka. 
Wróciłam do swojego nowego domu dwie godziny przed kolację. Do tego czasu wzięłam kąpiel. Zrobiłam sobie maseczkę na twarz, co tego nigdy nie robiłam, ale pomyślałam, że mnie zrelaksuje. Ku mojemu zdziwieniu, tak było. Po kolacji położyłam się z laptopem w ręku. Poczytałam różne strony, głównie moich ulubionych zespołów, blogi tak samo. 
Następnego dnia o tej samej porze poszłam na spacer. Cudem nie spotkałam Sama, ale za to przykuło mi coś innego uwagę. Był niezły tłok ludzi, a na dachu budynku, którego tak obleźli, stał jakiś chłopak. Wyglądało to tak, jakby ten gość chciał popełnić samobójstwo skacząc z tego dachu. Podeszłam tam bliżej. Było tam mnóstwo ludzi, policjantów a nawet strażaków. Zauważyłam w śród policjantów Richarda ze swoją ekipą, koło nich ekipa Christiana, policjanta, który też w przeszłość mnie zamkną. Podeszłam do niego, patrzył się na tego chłopaka. 
- Witam. Zapewne my się już znamy - powiedziałam żartobliwie z poczuciem humoru z rękami w tyle splecionymi. 
- Oo! Cześć Agnes. 
- Cześć - przywitaliśmy się po przyjacielsku - o co chodzi ? - spytałam. 
- Gościo zdołował się, jak dowiedział się, ze jego dziewczyna została zamordowana, a on został oskarżony o morderstwo. 


Jeju !! Jest ! 
W końcu !!! 
Mam nadzieję, że dobrze mi wyszedł =D 
Komentujcie =)