piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 23.

MUZYKA 

Po szkole całe popołudnie spędziłam dziewczynami. Poszłyśmy do parku, do mojego ulubionego miejsca, jak zwykle. Carly, Evelyn i Kayla lepiej poznały Bellę. A ja z Bellą ich. Carly ma tylko tatę, ale jest w wojsku i wiecznie jest na jakieś misji. Jej mama zginęła w wypadku samochodowym. Jakiś pijany idiota po prostu na nią wjechał, kiedy przechodziła przez przejście dla pieszych. Najlepsze jest to że on przeżył a ona nie. Ma jeszcze brata, ale się nią nie interesuję. Najprawdopodobniej jest jakimś drobnym złodziejaszkiem. 
Evelyn ma obojga rodziców, ale oni się rozwiedli i to całkiem niedawno, a ona i jej mama przeprowadzili się do Niemczech. 
Kayla też się tutaj przeprowadziła, ale to już inna historia. Jej ojciec kiedyś gwałcił jej mamę i bił. A kiedy dobierał się do Kayli matka ją chroniła. Powiedziała że jest jej za to  bardzo wdzięczna. Cały czas uciekały, a kiedy odnalazły spokój i zaklimatyzowały się w Chinach, dostały znak od znajomego im policjanta że nadal ten skurwysyn ich szuka więc od razu wyniosły się z tam tąd. 
Dziwnym trafem wszystkie pomyślały o mnie że ja tu mieszkam, na dodatek z gliną. Ja bym nie powiedziała że ze mną jest bezpiecznie. Jeszcze wpadną przeze mnie w jakieś kłopoty. 
Po powrocie do domu oczywiście wrzuciłam coś na ząb i odrobiłam te przeklęte lekcje, ale na szczęście nie było ich dużo. Potem posiedziałam na komputerze. Wieczorem był mecz Polska - Australia, tylko towarzyski. Oczywiście byłam za Polską i nie wiem jakim cudem, ale wygraliśmy. A ja skakałam i wrzeszczałam i debil. Po meczu już było trochę póżnio, ale wzięłam szybki prysznic i dopiero poszłam spać. 
Kolejny dzień, był kolejnym nudnym dniem w szkole. Kiedy myślałyśmy z dziewczynami że lekcje dobiegły końca, okazało się że jeszcze w-f. Na szczęście miałyśmy stroje. Karl Hanz, bo tak miał na imię nasz wuefista i wychowawca, zrobił nam rozgrzewkę, ale potem pozwolił man chwilę odpocząć przed grą w koszykówkę. Lubiłam tę grę. Niektórzy w klasie uważali, że jestem najlepsza. Ale ja tak nie uważałam. 
Po lekcjach z dziewczynami rozeszłyśmy się do domu. Nie byłam głodna, więc od razu wzięłam się za lekcję. Chciałam mieć to z głowy. Długo mi się zeszło. Skończyłam dopiero o osiemnastej. Poczułam że jestem głodna. Zjadłam coś, wzięłam prysznic i położyłam się spać. 
Kilka dni potem był piątek. Z dziewczynami cieszyliśmy się, że po aż ośmiu lekcjach nastanie wekeend. Po lekcjach, Bella zaprosiła nas do siebie . Odrobiliśmy całkiem szybko lekcje, bo w pięć osób poszło nam szybciej niż samemu. Potem poczęstowała nas kawą i ciastem. Wieczorem umówiłyśmy się na imprezę, oczywiście do mojego ulubionego miejsca, gdzie zawsze lubiłam się upijać w dobrych i złych chwilach lub ze złości. Po prostu moja ulubiona miejscówka. W domu nie wiedziałam co na siebie włożyć. 
W końcu kiedy się zdecydowałam to włożyłam czarne trampki, mocno granatowe shorty oraz to z małymi ale efektownymi ćwiekami na przedzie. Byłam gotowa do wyjścia. 






Znów miałam problemy z gifami. 
Piszecie jak się podoba ? 
Idę pisać następny na brudno =D 

środa, 31 lipca 2013

Rozdział 22.

Werdykt był dla nas totalnym zaskoczeniem. Wygraliśmy. Zmów cieszyliśmy się jak dzieci. Skakaliśmy ze szczęścia, nawet ja z tą chorą nogą. Nasz pierwszy puchar wylądował potem na półce którą wspólnie zrobiliśmy, każdy dodał coś swojego. 
To był środa. A za tydzień był koniec wakacji i zaczynał się rok szkolny.Trochę mnie to zdołowało. Na ostatnią chwilę kupiłam potrzebne książki. W ostatni dzień wakacji, dzień przed rozpoczęciem tego nieszczęsnego roku szkolnego, ja Bella oraz niektórzy z grupy, zrobiliśmy balangę, którą nazwaliśmy "pożegnaniem wakacji" i przy okazji moje osiemnaste urodziny które były 21 sierpnia. Jednak stwierdziliśmy że nie będziemy się tak upijać, żeby jakiś wstać na tą dziewiątą. Bo o tej godzinie zaczynało się rozpoczęcie roku szkolnego. Chodziłam do polskiego liceum, które znajdowało się w Niemczech, niedaleko miejsca gdzie mieszkałam. 
Obudziłam się  z lekkim bólem głowy, ale do wytrzymania. Wzięłam "Pyrarginę" i mi przeszło. W szkole nawet rozpoczęcie mi się dłużyło. Nie mogłam przesłuchać ględzin dyrektora. Pod koniec myślałam że wyjdę z tam tond, ale się ogarnęłam kiedy ogłosił kto będzie czyim wychowawcą. Potem rozeszliśmy się do klas i znów musiałam słuchać gadaniny nauczyciela. Zmienił nam się wychowawca. Przez dwa lata była nim nauczycielka od języka angielskiego, ale poszła na urlop. Teraz jest min nauczyciel od wychowania fizycznego. To mi się trochę nie podobało. Miał mieć też ten przedmiot, bo nasza wuefistka była młoda i niedawno wyszła za mąż i teraz jest w ciąży. Niektóre laski z klasy cieszyły się, bo lubiały takich mężczyzn jak on. W końcu był całkiem przystojny. 
Wróciwszy do domu z tam tego okropnego miejsca, usłyszałam w przedsionku, a właściwie już przy furtce jakieś wrzaski. Szybko weszłam do domu, gdzie też szybko się okazało że to Moser i Stockinger się drą. Oczywiście musiałam ich uspokoić. W końcu Richard po minio  że jest już prawie zdrowy nie może się denerwować. 
- ... dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej! 
- Bo nie chciałem cię denerwować kiedy byłeś w ciężkim stanie. - usłyszałam fragment kłótni. 
- Hej! No! Cicho! Co się dzieje ?! O co chodzi?! - przerwałam im swoim wrzaskiem - ktoś mi powie? 
- No chodzi o to ... zaczął powoli Richard. 
- Chodzi o to, że dopiero teraz powiedziałem mu że przenoszą mnie do innego posterunku. 
- A ... I to dlatego słychać was aż pod furtką ? No dobra rozumiem, że on mówi ci to dopiero w ostatniej chwili. Ale jak miał ci powiedzieć jak ledwie żyłeś. Serce mu by się złamało. No ogarnijcie się i pogódżcie się. W końcu jesteście kumplami swoimi najlepszymi, no. 
- W sumie to ma racje - pierwszy odezwał się Stockie i oboje popatrzyli się na siebie z miną jak by było im głupio. Moim zdaniem powinno. Stockingera przenosili do innego posterunku, a w Niedzielę miało się odbyć jego pożegnanie. Mieliśmy kłopot co mu kupić. Ja zastanawiałam się na przerwach w szkole, chociaż na lekcjach też mimo tego że chciałam się skupić. Ale pierwszego dnia okazało się że do mojej i Belli klasy będą chodziły Kayla, Evelyn i Carly. Ucieszyłam się bo się lepiej poznamy.  Bo przecież poznałyśmy się na szybko i tak naprawdę siebie nie znamy. 
Nadeszła Niedziela. Z Richardem kupiliśmy Stockingerowi całkiem dużą ramę w w niej zamieszczona była fotografia nas i Rex'a pośrodku. Stwierdziliśmy że to będzie pamiątka na całe życie. Od tamtego dnia Richard zaczął chodzić do pracy, mimo że jeszcze trochę bolała go ta ręka. Nie lubił siedzieć w domu bezczynnie. Miał zyskać nowego wspólnika, który przyjdzie na miejsce Stockiego. Trochę zżerałam mnie ciekawość, kto to będzie. 
Na drugi dzień, w szkole, opowiedziałam to Belli i zaraz poznałam ją z Kaylą, Evelyn i Carly. Nadal jednak nie wiedziałam, dlaczego przeprowadziły się do Niemczech. Zastanawiałam się, czy to nie przypadkiem chodzi o to co się stało w Chinach, jak porwali nas ci bandyci. Znów myślałam że to przeze mnie i znów dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Znów. 




 

 

Pierwsze trzy gify są ustawiono w kolejności imion dziewczyn poznanych w Chinach. 
A jak podobało się ? 
Piszcie komentarze, dla was to chwila a dla mnie to wielkie ma znaczenie :) 
A poza tym jak podoba wam się takie długie ? 

wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział 21.

MUZYKA Ale mnie na starocia wzięło, ale lubię ich muzykę =D 

Pewnego dnia dostaliśmy z grupą ofertę startowania do jakiś zawodów tanecznych. Zgodziliśmy się. Mieliśmy tylko dwa tygodnie na przygotowanie, jakiegoś niepowtarzalnego układu. Wzięliśmy się ostro do roboty. Z początku było prosto, ale potem zaczynało nam brakować pomysłów. Ale pewnego razu dziewczyna o imieniu z Grace z naszej grupy podsunęła niezły pomysł złączenia kilku gatunków tańca. Stwierdziliśmy że złączymy HipHop, Breakdance i Streetdance. Każdy umiał jeden z nich bardzo dobrze więc podzieliliśmy się na grupy i wyłoniliśmy liderów, aby to oni tak jakby rządzili ich układem. Ja trafiłam do streetów i co mnie zdziwiło, wybrali mnie jako lidera. trochę mi się to nie podobało, bo bałam się że nie dam rady wymyśleć jakiegokolwiek kroku. 
Efekt naszej pracy był taki, że połączyliśmy wszystkie w jeden układ i przeplatały się ze sobą te trzy tańce. Oczywiście kto mógł to tańczył na zmianę ale w dwóch układach. A na koniec dodaliśmy wątek Dance. Stwierdziliśmy że wykonaliśmy kawał dobrej roboty. 
Muzyką zajął się chłopak, którego nazywaliśmy DJ, ponieważ był niezłym DJ'em. Złączył kilka utworów aby pasowały do naszego układu. 
Był jeszcze problem z moim dotarciem. Richard nadal potrzebował pomocy. Kiedy rozmawiałam z nim o tym, to powiedział że akurat przychodzi do niego jego dziewczyna, ale i tak musiałam na nią czekać. W dzień naszego występu spóżniała się. Mijały minuty. Już zaczęłam myśleć ze mnie nie lubi i że to robi specjalnie. Nagle usłyszałam dżwięk dzwonka mojego telefonu. 
- Słucham - powiedziałam do słuchawki. 
- No hej! Gdzie ty jesteś?! - krzycząc spytała Emma, jedna z grupy. 
- Nie wiem czy dam radę.Jeszcze nie przyszła - wiedziała o kogo chodzi. 
- No ale bez ciebie ogóle nie startujemy! 
- No dobra, spróbuję się tam dostać. Ale to kawał drogi. 
- Dasz radę ! Czekamy tu na ciebie ! - powiedziawszy to, rozłączyła się. Nie wiadomo kiedy wejdziemy. 
Niedługo potem rozległ się dzwonek do drzwi. Zwlekłam się z kanapy załamana, aby otworzyć. Nie wierzyłam własnym oczom. W nich stała Ines, dziewczyna Mosera. Mimo że po mojej minie nie było widać, ale się cieszyłam. 
- No idż i tańcz - uśmiechnęła się i popatrzyła na mnie - przepraszam że tak długo ale zrobiłam jeszcze zakupy - mimo wszystko kiwnęłam tylko głową i popatrzyłam na nią z wdzięcznością ale nie za długo zaraz wybiegłam z domu jak torpeda. Biegłam cały czas. Jakiś małolat miał deskorolkę. 
- Sorry młody, mi się bardziej przyda - powiedziałam i szybko jak ją zabrałam tak szybko ma nią stanęłam i jechałam. Słyszałam tylko jak ten chłopak wrzeszczy "Hej no !". Przejechałam trochę i zaraz złapałam się autobusu, a kiedy skręcił tam gdzie ja nie jechałam puściłam się i jechałam dalej. Zauważyłam że jedzie coś w rodzaju śmieciary. Podskoczyłam i nadepnęłam na jeden koniec deski kiedy te podskoczyła, złapałam ją. Jedną ręką oczywiście trzymałam się czegoś od tego samochodu. Potem znów na deskę do autobusu i takim dziwnym sposobem udało mi się dotrzeć na miejsce. 
Będąc już w budynku, ktoś niechcący podstawił nogę. Wywróciłam się, a potem trudno było mi wstać bo coś stało mi się w lewą kostkę. Doszłam jakoś do grupy. 
- No jestem już, ale i tak nie dam rady wystąpić. 
- Bez ciebie nie wchodzimy - powiedziała Emma. Chwilę się zastanowiłam. Już nas wzywali.
- Jak na zawodach w Chinach dałam radę to tu też chyba dam - uśmiechnęłam się. Wchodząc na wielką arenę z kulawą  nogą, było mi dziwnie. Niektórzy się śmiali. 
Zatańczyliśmy tak jak wcześniej ustaliliśmy, tylko ja na jednej nodze. Czasami tylko musiałam się podeprzeć chorą żeby nie stracić równowagi. Wszyscy byli zdziwieni jak dałam radę.




No ! Dałam radę z tym netem !!! 
Mam nadzieje że się cieszycie i że nie jest nudne. 
Postaram się jutro dodać kolejny :) 
Pozdrawiam was i kocham <3 
Narka !!!

czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział 20.

MUZYKA 

Rano obudził mnie Rex. Ledwie zwlekłam się z łóżka i poszłam za nim. Zaprowadził mnie do pokoju Richarda. Bez zastanowienia obróciłam się i poszłam do kuchni zrobić śniadanie. Zrobiłam całkiem niezłą jajecznice. Moserowi zaniosłam do niego, a sama zjadłam w kuchni prawie usypiając. Zrobiłam potem kawy, to się trochę rozbudziłam. Kiedy tak cały dzień latałam koło Richarda nadszedł wieczór. Oczywiście mieliśmy z grupą próbę. Spotykamy się teraz codziennie od godziny dwudziestej do czasami nawet pierwszej w nocy. Kiedy przychodziłam do domu byle jak się kładłam i tak potem wstawałam. Codziennie przez cały okres trenowania do programu. W dzień naszego występu nie zrobiliśmy żadnej próby. Postanowiliśmy się wyluzować. A podczas występu nieźle nam poszło i spodobaliśmy się jurorom, przy czym byliśmy dalej w programie. Za tydzień występ na żywo i będzie transmitowany w telewizji. Trochę się przestraszyliśmy, ale też daliśmy sobie radę. 
Zdziwiłam się gdy w dostaliśmy się do półfinału. Wszyscy cieszyliśmy się jak dzieci. Nagroda główna była niespodzianką, więc nikt nie wiedział co to będzie. Szczęśliwie trafiliśmy do finału. Wtedy to dopiero cieszyliśmy się jak cholera. Kiedy nadeszła chwila, która z trzech grup wygra, serce waliło nam jak młot. Niespodziewanie prowadzący wypowiedział naszą nazwę. Nazwaliśmy się "Tancerze", nie wiedzieliśmy jak, więc to było pierwsze lepsze, a trzeba podać jakąś nazwę. Kiedy to usłyszeliśmy to jedni skakali, a inni stali jak wryci, jakby byli przymocowani do podłogi. Tym kimś byłam między innymi ja. Wygraliśmy, co nas jeszcze bardziej uszczęśliwiło, lokal w którym możemy ćwiczyć. W końcu nie musieliśmy się stresować, że przyjdzie policja, bo zdarzało się że nas upominała, a kiedy się oddaliła, to robiliśmy swoje. Wcześniej udawając że zbieramy się do domu. Czasami też ukrywaliśmy się w krzakach przed tym nocnym patrolem. Teraz już nas głowa nie będzie boleć. Nie dość że lokal do tańczenia to jeszcze sto tysięcy Euro, taka panuje waluta w Niemczech. Tej nocy nie zamierzaliśmy przespać. Poszliśmy do naszej ulubionej knajpy. Bawiliśmy się chyba do samego białego rana. Tylko jeden z nas nie pił. Koleś miał kiedyś przez to problemy zdrowotne, odwiózł nas wszystkich do domów. Oczywiście budząc się rano z wielkim kacem nie powinno mnie zaskoczyć. Ale jednak zaskoczyło, bo ból był mocny, ale nie aż tak. Albo mniej wypiłam, albo po prostu się przyzwyczaiłam do tego stanu. 







Ponieważ nie wiedziałam który gif dodać, dodałam wszystkie :) 
Jak się podobało ? Dziś wraca mój brat z gór, więc komputer będzie zajęty a ja będę miała więcej czasu na napisanie kolejnych rozdziałów, mam nadzieję trochę dłuższych =D 
POZDRAWIAM WAS MOI KOCHANI FANI !!!! 

środa, 24 lipca 2013

Rozdział 19.

MUZYKA 

Nadszedł czas, kiedy Richard, mimo że lekarze chcieli aby został jeszcze na kilka dni w szpitalu, dostał wypis na jego życzenie i wracał do domu. Cieszyłam się. Zawsze kiedy szłam do niego do szpitala w odwiedziny, Rex patrzył się na mnie tak, jakby wiedział dokąd idę. To był mądry pies. 
Spakowałam kilka jego rzeczy w małą torbę podróżną. O jedenastej mieli po mnie przyjechać Stockinger i Kunz. Było już za pięć, więc wyszłam przed furtkę, wcześniej zamykając dom. Niedługo potem się zjawili. Całą drogę byłam zadumana. Nawet nie wiem, kiedy dotarliśmy. Jeden z nich wziął ode mnie całkiem ciężką torbę i poszliśmy do sali gdzie leżał Richard. 
Kiedy już się ogarną z małą pomocą jego kolegów. Potem oczywiście mu pomogli zejść po schodach a potem wejść do samochodu. Było mu ciężko z prawie sparaliżowaną lewą stroną. 
W domu opiekowałam się nim ja. Gotowałam  niezbyt dobre potrawy, ale z czasem wychodziło mi to coraz lepiej. Któregoś dnia wieczorem, kiedy Richard spał, wyszłam z domu spotkać się z grupą, bo dawno się nie widziałam z Bellą i całą grupą. 
Dotarłszy, przywitałam się z każdym. Belli jeszcze nie było, co mnie zdziwiło, bo była czasami przed czasem. Za chwilę, kiedy się rozgrzaliśmy naszym układem tanecznym, tak jakby to tego był utworzony ale w środku przerwała nam Bella. 
- Słuchajcie! Słuchajcie! Dostaliśmy się! - zaraz każdy oddzielnie zaczął mówić "super", "ale jazda" czy coś w tym rodzaju. 
- Zaraz, zaraz - odezwałam się ze zdziwieniem - gdzie się dostaliśmy? O co chodzi? - zrobiłam grożna minę. 
- No bo widzisz... Zdarzyła się okazja aby startować do tego popularnego programu tanecznego "Mistrzowie Tańca". 
- Ale dlaczego do tej pory nic nie wiedziałam? 
- Bo kiedy taki facet zobaczył jak tańczymy, to zaprosił nas na casting. A jak to się wszystko zdarzyło to ty byłaś zajęta sprawą Richarda, potem to więzienie. I w ogóle tyle się działo w twoim życiu. A my po prostu nie mogliśmy przepuścić takiej okazji, no. Jesteś zła że powiedziałam ci o tym dopiero teraz? - spytała mnie posmutniała przyjaciółka. Popatrzyłam na nią znów taką grożną miną. Chyba narobiłam jej stracha. Nagle uśmiechnęłam się i przytuliłam ją do siebie. 
- Oczywiście że nie jestem zła! Ja... Jestem dumna! Z ciebie, z nich i bardzo się cieszę! 
- Rzecz jasna powiedziałam że nas powinno być o jedno więcej. Powiedziałam również że jesteś współ założycielką. Powiedzieli że jak się pojawisz w najbliższym spotkaniu, to załatwicie tam wszystko co trzeba będzie załatwić i będzie ok. - Bella uśmiechnęła się mnie a ja do niej. Zwykle jak było trzeba to ja załatwiałam ważne rzeczy, a ona tak dała sobie radę. Jestem z niej dumna. A spotkanie było już w najbliższą sobotę. Cieszyłam się. 
Potem z grupą trochę potańczyliśmy. Zeszło nam się to do dwunastej w nocy. Wróciłam do domu to było w pół do pierwszej. Po cichu poszłam do siebie, rozegrałam się ze zbędnych rzeczy i położyłam się spać. Usnęłam od razu z myślą o tym programie tanecznym. 



Świetny ten gif =D 
No jest !!! Jeju znów dawno nie pisałam :( 
No ale ten za to jakiś taki długi... 
Czekam jak zwykle na komentarze :) 
Mam nadzieję że jutro napiszę =) 
Kocham Was moi fani <3 

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział 18.

MUZYKA 

W Celi siedziałam, siedziałam, siedziałam i siedziałam. W prawdzie to tylko cztery dni, ale od tego nic nierobienia tak mi się dłużyło, już bzika dostawałam. Drugiego dnia mojej kary do celi przyszedł strażnik. Otworzył celę, co mnie zdziwiło. 
- O co chodzi? - spytałam. 
- Masz widzenie - odpowiedział.
- Ooo.. ktoś sobie o mnie przypomniał - zażartowałam. Facet zaprowadził mnie do sali widzeń. Okazało się że w odwiedziny przyszła Bella. 
- Bella! - prawie że krzyknęłam , przytuliłyśmy się, ale zaraz policjant, ten co nas pilnował, dał mi wyrażne znaki, że nie możemy tak robić. 
- Spoko, rozumiem - powiedziałam z zadrwieniem. Razem z Bellą trochę pogadałyśmy. Dowiedziałam się, że Richard ma szanse na przeżycie. Tonowy i gigantyczny kamień spadł mi z serca. Nie na darmo przynajmniej się nachlałam. Koledzy Mosera znali Bellę, więc mogli jej takie informacje przekazać. 
Po wizycie wróciłam do celi i całe resztę dnia się nudziłam. Jak kolejne dni. Niestety po czterech dniach mojej kary, siedziałam jeszcze tydzień. W tej celi to przynajmniej zegarek i kalendarz jest. 
Pewnego dnia siedzą w mojej celi pojawił się Christian. Tym razem nie skuł mnie. Zaprowadził mnie do jego gabinetu. Powiedział że jakiś kretyn , kiedy nikt nie widział , wziął ten motor co jechałam nim i spowodował wypadek. Jeszcze był pijany. A że mnie ostatnio widziano na tym pojezdzie to zostałam oskarżona. Wychodząc z tego dość nieprzyjemnego budynku, zobaczyłam Bellę. Nie wiem skąd wiedziała że wychodzę, ale nie pytałam. Od razu po przybyciu do domu wzięłam się za ogarnięcie siebie. Poszłam pod prysznic, porządny prysznic. Potem stwierdziłam że muszę ogolić nogi i pod pachami. Zrobiłam sobie lekki makijaż i poszłam do szpitala. Richard nadal się nie obudził. Zrobiło mi się go strasznie żal i chciało mi się płakać więc wyszłam. Na korytarzu minęłam się z jego lekarzem więc spytałam się niego o parę rzeczy. Powiedział mi że teraz jego stan się bardzo poprawił i że przeżyje. Ucieszyłam się. Kiedy wróciłam do domu włączyłam komputer,bo w telewizji nic ciekawego nie było. Weszłam na Facebook'a, nikogo nie było. Potem poczytałam strony które zawsze czytam i poszłam spać. 
Rano obudził mnie dzwonek do drzwi. Stockinger przyprowadził Rex'a. Zajmował się nim kiedy ja siedziałam w pace. Miał coś ważnego do zrobienia i zostawił mi go pod opieką. Stwierdziłam że tu jest jego dom i się nim zajmę dopóki Richard nie wyzdrowieje. 
Oboje z Rex'em przez ten czas dobrze się bawiliśmy. Byliśmy na chyba kilkaset spacerów. A  jak dokazywaliśmy na podwórzu to sąsiedzi patrzyli się na mnie jak na psychopatkę.





Jakieś to mi się nudne wydaje. No ale. 
Proszę o komenty jak zwykle. W końcu coś dodałam. 
Mam nadzieję że wyrobię się z rozdziałem na jutro =D

piątek, 19 lipca 2013

Rozdział 17.



Zaprowadził mnie do pomieszczenia gdzie przesłuchuję się ludzi. Policjant na początek się przedstawił. Nazywał się Christian Slater. Pokazał mi jakiś autoportret. Zauważyłam od razu, że jest mój. 
- Czy to pani jest na tym autoportrecie? - zadał mi pierwsze pytanie. 
- Tak, a o co chodzi? 
- A chodzi o pewien motocykl, który pani ukradła. 
- Oh shit... na śmierć zapomniałam. 
- Więc pani sobie przypomina ? 
- Tak, ale to była wyjątkowa sytuacja. Mój przyjaciel, też z policji, trafił w ciężkim stanie do szpitala. Dowiedziałam się nagle i chciałam tam jak najszybciej pojechać. 
- Ach tak? Jest pani pewna? - spojrzał na mnie jak na jakiegoś młodocianego żula. 
- Tak. Wtedy nie byłam pijana. 
- Tak? To dlaczego owy motocykl został znależony wbity w drzewo, a przed tym potrącając niewinną dziewczynę, niedaleko miejsca, gdzie panią zastałem pijaną. 
- Ale jak to? Przecież już mówiłam, że śpieszyłam się do przyjaciela. 
- Tak? A jak niby ten policjant, ten co niby leży w szpitalu ma na imię? - zapytał drwiąco. 
- Moser. Richard Moser, komisarz, ma psa o imieniu Rex i pracuje z niejakim Stockingerem i Kunzem. Najprawdopodobniej są najlepszymi policjantami od spraw zabójstw w Niemczech. 
- Dobra, dobra wystarczy. naprawdę pani go zna? 
- O kurde, zawsze chciałem go poznać - powiedział to w dziwny, dość sposób. 
- No raczej teraz to nie możliwe - zadrwiłam z niego. 
- No fakt. A co do pani ... 
- Agnes, mów mi Agnes. Nie lubię tego "pani". 
- No więc Christian 
- Agnes - podaliśmy sobie ręce.
Kazał mi na chwilę czekać. Po chwili przyszedł. 
- No więc tak czy owak, sobie posiedzisz. Rozmawiałem z kim trzeba i nawet bez sądu można wsadzić cię, więc idziesz na cztery dni. I dopóki nie wyjaśni się ta sprawa z potrąceniem i w ogóle tym wypadkiem, też posiedzisz. Załatwiłem też że pierwsze cztery dni, będą twoją karą, a potem się zobaczy. 
- Och znów zamknięta... - powiedziałam głosem zdechlaka, już miałam dość być niewolnikiem, przypominając też sobie ostatnią sytuację jaka mnie spotkała. Christian zaprowadził mnie do mojej celi. Kiedy zamykał coś burczał pod nosem "skąd ja ją znam...", czy coś takiego. Pomyślałam że widział mnie w telewizji, jeszcze za czasów mojej nieobecności tutaj. 


W końcu!!! Jakieś krótkie...
Znów miałam problem z gifem, ale wybrałam taki, jakoś mi się kojarzy =D 
Piszcie komentarze =D