środa, 17 lipca 2013

Rozdział 16.

MUZYKA

Postanowiłam się dostać do tego szpitala. Kiedy już wiedziałam szybko wsiadłam na czyiś motor, bo akurat były kluczyki w stacyjce. Zawsze tam były jakieś pojazdy, bo to był park, ten sam co mnie porwali, ale zawsze tam tańczyliśmy bo nie mieliśmy kasy, aby wynająć jakąś, chociaż nie dużo halę czy coś. 
Kiedy już w końcu dotarłam do tego szpitala i na odpowiedni oddział trochę czasu minęło. Od razu spytałam się Stockingera, kolegi Mosera, czy są jakieś wieści. Niestety trzeba było czekać. Zdziwił mnie widok kobiety, która denerwowała się jak ja. Okazało się że jest to dziewczyna Richarda. "No to dużo rzeczy mnie ominęło" - pomyślałam. Drugi wspólnik Mosera jadł. Odkąd pamiętał zawsze jak się denerwował, to jadł. Czasami nawet bardzo dużo. 
Po jakiejś godzinie siedziałam na parapecie i jeszcze bardziej byłam zdenerwowana i spanikowana. Nareszcie przyszedł lekarz. Powiedział że operacja się udała, ale i tak nie wiadomo czy przeżyje. Jak stałam tak przed tym lekarzem, to potem jeszcze z dwadzieścia minut tak stałam, jak wryta. Strasznie się bałam. Stwierdziłam że usiądę na krzesłach które były na korytarzu. Zrobiło się także leżałam i usnęłam. Obudził mnie Stockinger. 
- Coś z Richardem?! - nagle spytałam, krzycząc. 
- Nie, na razie nic nie wiadomo. Ale ty idż do domu, bo wyglądasz jak siedem nieszczęść. 
- Tak się czuję..No ale.. 
- Nie ma żadnego "ale". Idż do domu, wypocznij. 
- No dobra - powiedziałam i skierowałam się do wyjścia. Idąc do domu, przeszłam koło baru, w którym zawsze przesiadywałam w takich chwilach, jak nie gorszych. Stanęłam przy furtce. To był porządny lokal. Popatrzyłam. Namyśliłam się i weszłam. Od razu szłam w stronę baru. 
- Coś mocnego - powiedziałam jeszcze przed tym jak chciał mnie się spytać. Kiedy mi podał od razu poprosiłam o następny i następny. Nagle zobaczyłam jak do lokalu wchodzi Sam ze swoim kolesiem. "Jakaś klątwa czy co?" pomyślałam. Patrzył się na mnie z taką litością. Ale o tamtej pory nie zwracałam na niego uwagę, bo wszystkie myśli zajmował mi ten szpital i Richard. 
Wyszłam z baru całkowicie pijana. Zatrzymał mnie jakiś policjant. 
- Agnes Smith ? 
- Taa A co? Napić się już nie można? 
- Nie, nie oto chodzi. Pójdzie pani ze mną. Wytrzeżwieje w celi i wtedy porozmawiamy. 
- Ale ja nic nie zrobiłam! - powiedziałam głosem, który się rozmazywał - No dobra niech ci będzie - i dałam ręce, aby mnie skuł . Miał już je nawet otwarte. 
Oczywiście obudziłam się w celi z wielkim kacem. "Powinnam być teraz w domu i odchorowywać przed telewizorem" - pomyślałam. Poleżałam jeszcze kilka godzin i wszedł ten policjant zabierając mnie gdzieś. 

now playing in NYC - get tickets here

No to kolejny rozdział za nami. 
Oczywiście piszecie jak się podoba. 
Jak się uda to napiszę 17 =D

wtorek, 16 lipca 2013

Rozdział 15.

MUZYKA  

Wchodząc do domu rozejrzałam się "Jak ja tego miejsca dawno nie widziałam" pomyślałam. Nagle skoczył na mnie Rex. 
- O Boże ! Rex! Jezu jak ja cię dawno nie widziałam ! - a kiedy zobaczyłam kto siedzi w salonie, aż zaniemówiłam. 
- Bella - wydukałam, zszokowana podeszłam do niej - Ja pierdole ale czasu minęło! Przepraszam że się nie odzywałam, nie dawałam znaku życia! 
- Spokojnie! Przecież wiem co przeżyłaś. W telewizji ciągle o tobie mówili i prawie na każdym kanale. Cieszę że jesteś tu cała i zdrowa! 
- Marna ze mnie przyjaciółka - posmutniałam. 
- Nie, wcale nie Wiesz ile zrobiłaś dla innych ludzi ? Podziwiam cię. Podziwiam cię że nie dałaś się żadnemu z tych bandziorów. 
- Naprawdę? 
- Naprawdę - odpowiedziała. Przytuliłyśmy się. 
Gadaliśmy całą noc. jestem wdzięczna Richardowi za wyrozumiałość. Belli z resztą też. Zaczynało być jak dawniej. A rano moja przyjaciółka zrobiła mi jeszcze większą przyjemność. 
- Wiesz mam coś dla ciebie - powiedziała już po śniadaniu, podając mi kopertę. Kiedy otworzyłam nie wierzyłam własnym oczom. 
- Vip'owskie bilety na koncert Linkin Park! Jak je zdobyłaś ?! 
- Nieważne, ważne że pójdziemy tam razem. 
- Ooo tak! - i przytuliłam ją do siebie. 
Koncert był po jutrze. Oczywiście drobne zakupy przed tem. W dzień koncertu po prostu było cudownie. Muza na żywo jednego z moich ulubionych zespołów, a obok moja przyjaciółka. Kiedy porządnie wypoczęłyśmy po szalonej nocy. Opowiedziałam jej co się działo ze szczegółami, wtedy kiedy jeszcze byłam w Chinach, bo wiedziała tylko to co z telewizji. Opowiedziałam też jakich ludzi poznałam. A kiedy opowiedziałam te mniej przyjemne momenty to powiedziała tylko "współczuję". Cieszyłam się że jest ze mną. Ale jeszcze ta szkoła. oczywiście był prawie koniec roku. Z pomocą Belli zaliczyłam wszystkie ważne klasówki, sprawdziany oraz projekty. Zaczynały się prawie wakacje. W między czasie, kiedy mnie nie było, przepisały się do naszej klasy. Nazywały się Corty, Brit i Ashley. Postanowiłam je poznać bliżej, nie wiem czemu. Oczywiście nadal mając przy sobie Bellę. 
Okazało się, że są całkiem spoko. W razie czego wymieniłyśmy się telefonami. w razie gdyby byśmy chciały się spotkać, pogadać, czy coś. 
Umówiłam jeszcze z grupą taneczna. Nieżle dali mi w kość. Jak kiedyś. Nagle przerwał mi telefon. Wyszłam z tłoku, oni nadal tańczyli. Okazało się ze dzwon i wspólnik Mosera. Zdziwiłam się trochę. Ale to co mi powiedział jeszcze bardziej mną wstrząsnęło. Richard został postrzelony w czasie policyjnej akcji. Dostał kulkę dziesięć milimetrów od serca i właśnie walczy o życie na bloku operacyjnym. 


 

Do tego rozdziału pasuje mi jeszcze "Save The Day" nowa piosenka Selly =D 
Piszeta co o tym myślita :D 
Ach ta moja wyobrażnia :) 

poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdizał 14.

MUZYKA Będę dołączała muzykę taką która mi do danego rozdziału pasuje =D  

Przebudziłam się na chwilę gdy już tak jakby odchodziłam z tego świata. Ostatnimi siłami zobaczyłam, jak nad moim wózkiem na którym leżałam i mnie reanimowali, nachylał się spanikowany Sam. Zaraz tak jakby odpłynęłam. Słyszałam tylko jak lekarze mówili "schodzi nam" i dżwięk jadącego wózka i wjeżdżającego do karetki. I straciłam przytomność. 
Obudziłam się po dwóch miesiącach śpiączki farmologicznej, czy coś takiego. Ledwie się obudziłam, a już spać mi si chciało i po chwili usnęłam. 
Obudziłam się w nocy, nie mogłam potem usnąć. nie wiedziałam gdzie jestem. Przynajmniej wiedziałam że była pierwsza w nocy. Myślałam o różnych rzeczach. Co chwile mocniej mnie zabolały rany, tak że nie mogłam wytrzymać. W ogóle nie mogłam się ruszyć, bo by jeszcze bardziej bolało a poza tym bałam się że któraś rana się otworzy i zacznie lecieć krew. Myślałam szczególnie o tym co się stało pod tym budynkiem Vickersa. Podobno był jakiś świadek i opowiedział tak jak było w telewizji, a w głębi duszy miałam nadzieję że do mnie ktoś przyjdzie do tego ohydnego miejsca o nazwie szpital. Za moim łóżkiem chyba było okno i było otwarte bo słychać jak zaczynał padać deszcz. Chciałabym wyjść z tego budynku i potańczyć w tym deszczu. Nawdychać się świeżego powietrza. Nie wiem jakim cudem, ale minęło trochę czasu. Była już piąta rano. Usnęłam mimo że czułam jak rany ni pieczą ni bolą. 
Dwa tygodnie potem pozwolili mi wyjść na zewnątrz, ale z kroplówką. To urządzenie mnie wnerwiało. Kiedy doczągałam się już na zewnątrz, przystanęłam i wzięłam głęboki wdech, a potem wydech. W końcu poczułam świeże powietrze. Pospacerowałam trochę, ale czułam jak rany dają się we znaki. Akurat pielęgniarka mnie zawołała, ponieważ lekarz prowadzący chciał ze mną porozmawiać. 
Okazało się, że Richard dowiedział się gdzie jestem i kiedy już wyzdrowieje do końca że tylko będą wizyty kontrolne, to ściągnie mnie do Niemiec. Bardzo się cieszyłam. Znów zobaczę jego i Rex'a. Uświadomiłam sobie, że mam mega zaległość w szkole i że nie kontaktowałam się długo z Bellą. Miałam wyrzuty sumienia. Znowu. 
Kiedy nadszedł ten czas. ten lekarz był taki miły że zawiózł mnie na lotnisko. Podziękowałam mu i poszłam na miejsce w miejsce na którym miał na mnie czekać Richard. Zobaczywszy go szłam w jego kierunku coraz szybciej i szybciej aż zaczęłam biec. Ledwie się zatrzymując tak go przytuliłam, że jeszcze trochę bym go chyba udusiła. Cieszyłam się jak dziecko. Wracałam do domu. 

 


Zajebiste te gify =D Hahahaha!! 
No to w końcu jest rozdział 14 !!! 
Komentujcie i błagam was o to aby były chociaż pięć komentarzy, bo inaczej nie dodam następnego rozdziału ;) 

piątek, 12 lipca 2013

Rozdział 13.

MUZYKA Jakoś mi pasuje do tego =D

Po raz kolejny nam coś wstrzyknęli, żebyśmy byli cicho. Tylko jednej nie i ją zabrali. Wolałam nie wiedzieć co oni jej robią. Bałam się ze zrobią coś dziewczynom. Zaraz usnęłam. 
Po kilku godzinach się obudziłam. Nikogo nie było. Inne jeszcze "spały". Ja chyba robiłam się na to odporna. Rozejrzałam się czy nie ma jakiegoś noża czy w ogóle czegoś ostrego. Ręce miałam związane, ale nogi nie. Więc jakoś udało mi się wstać. Wtedy weszli ci dwaj i Vickers. Zaraz chcieli mnie bić, ale jak zwykle się nie dałam. Odbierałam ich ataki nogami. Vickers nic nie robił, wierzył w swoich ludzi. Kiedy ci dwaj mnie pchnęli do ściany aż ta się rozwaliła, była z płyty gipsowej, ale i tak bolało. Wylądowałam pod "sceną" gdzie to dziewczyny niby "tańczą" akurat przy tej co siedział Sam za swoim ojcem. Wpół słyszałam krzyki tych dziewczyn. Nie  myślałam jednak długo bo musiałam się skoncentrować na tych zbirach. Weszłam na tą "scenę" a ta rura co niby na niej "tańczą" bardzo mi się przydała, Trzymając się niej, miałam równowagę, której mi zabrakło przez te związane ręce. 
Jak już ich położyłam kopnięciami to przejęłam ich spluwy. Mieli po dwie. Musiałam szubko ryzykować i strzelić w te węzły, które były dość dziwne. Kiedy strzeliłam poczułam jak kula leci nad moją głową. Miałam wielkie szczęście. Zaraz przyszły ich posiłki. Jakoś na początku dawałam sobie radę z doćwiczonymi sztukami walki, ale potem zrobiło ich się więcej, a niektórzy nawet do mnie strzelali. Pozbierałam magazynki ile tylko się dało. Na szczęście wszyscy mieli taki sam model pistoletu. Postanowiłam  uciec na zewnątrz. Udało mi się  wyjść bez szwanku. Schowałam się za samochodem. Zaczęłam się bronić się zdobytymi pistoletami. Niektóre magazynki miały nawet na full nabojów. Trafił mnie w lewe przed ramie. Po chwili jakiś inny trafił mnie w prawą łydkę. Szybko ścisnęłam rany. Stwierdziłam że i tak czy owak mogę zginąć. Więc ruszyłam w ich stronę, dwoma pistoletami. Podczas tego trafili mnie dziesięć centymetrów pod prawy łokieć. potem w lewe udo, w pierś, ramię i przeszło nawet gdzieś w okolice serca. Mi się udawało ich trafić tak że już nie wstali. 
Zauważyłam że Vickers stoi parę kroków dalej. Podeszłam do tego skurwysyna i przyłożyłam do czoła. Pn się zaśmiał. Ostatnimi siłami strzeliłam mu między oczy. Pierwszy raz zabiłam kogoś z tak zimną krwią. Straciłam przytomność. 

 

Znów miałam problemy z gifem. Ale jakiś jest =D 
Piszcie jak się podobało =D 
Pisałam ten i 12 w nocy, bo nie mogłam jakoś usnąć. No i tak macie dzisiaj dwa rozdziały :) 
Proszę o komentarze nawet anonimowe. 

Rozdział 12.

Kayla, Evelyn i Carly, mimo że nie wiedziałam skąd moją numer ana Hana, dzwoniły z gratulacjami. Więc umówiłam się z nimi. Spytałam się gdzie tu można znależć jakiś fajny lokal, gdzie można potańczyć i napić się czegoś. Powiedziały gdzie i tam poszłyśmy. Chciałam ze sobą wziąć Dre'a, i jego koleżankę Liu, ale nie chcieli. 
W tym lokalu dużo tańczyłyśmy. Okazało się że są tam bitwy taneczne. We cztery uczestniczyłyśmy i miałyśmy szacun u chińczyków, którzy tam byli. Nie chciałyśmy się upić jak jakieś żule, ale jakoś tak wyszło. Obudziłam się w swoim tymczasowym łóżku oczywiście z bólem głowy, jakiego już dawno nie miałam. Zobaczyłam pana Hana, uśmiechał się. Nie dziwię się mu. Nawaliłam się jak świnia. 
- Było aż tak żle? - spytałam ze wstydem. 
- Nie, nie było, poza tym że było głośno i wszystkie darłyście się : 
"Run and hide again
I want to wait this time
Don’t wonder why you cant clear this final sin
You know this story was over before it began
This is a battle you’re not going to win
Welcome the end ". 
Uśmiechną się szerzej . W tym momencie przyszedł Dre. 
- Łoł - powiedział i przy tym się zaśmiał. 
- Bardzo śmieszne  - uśmiechnęłam się złośliwie i schowałam głowę w poduszkę. Najlepsze było to, że od momentu kiedy już po wypiciu kilku kieliszków i po kilku razach uczestniczenia w bitwach tanecznych, nic nie pamiętam. 
Kiedy przeszło mi choć trochę spotkałam się z dziewczynami. One też to przeżywały. Poszłyśmy do kawiarni się ogarnąć. Tak się rozgadałyśmy że była już dwudziesta. Idąc, poczułam coś dziwnego i jakby usnęłam. Obudziłam się w furgonetce. Wydawało mi się już skąd ją znam. Widziałam że Kayla, Evelyn i Carly też są i jeszcze kilka innych dziewczyn. Kiedy stanęliśmy wszedli faceci. Było ich dwóch, w ostatniej chwili zorientowałam się że to są ci, co poprzednio mnie porwali i wykorzystali. Od razu przypomniały mi się te okropne chwile. A ci dwaj jak zwykle coś nam wstrzyknęli. 
Nie wiem kiedy się obudziłam, ile dni minęło, gdzie jestem. Scenariusz jak poprzedni. W końcu stanęliśmy. Otworzyli drzwi i czterech facetów nas wszystkich do jakiegoś lokalu prowadził. Wyglądał jak burdel. 
To był burdel. 
Wchodziliśmy od tyłu. Ku mojemu zdziwieniu zauważyłam, że na jednych z miejsc siedzi Sam i jego ojciec. Zdziwiło mnie to bo on nigdy do takich miejsc nie chodził i w ogóle nie lubił. On był nie zainteresowany , a jego ojciec wręcz przeciwnie. Długo ich nie obserwowałam, bo zabrali nas do jakiegoś pomieszczenia, gdzie był boss tego budynku. Od razu go poznałam. Nazwisko jego to Vickers. Gościowi pomogłam wsadzić do paki. Wtedy zrozumiałam, dlaczego spotkoła mnie to co mnie spotkało. To była jego zemsta. Wiedziałam też że nie jestem już w Chinach. 

 

 

No to jakoś poszło =D 
Piszta jak się podobało =D 
Jakoś oczy mnie od pisania nie bolą. To dobrze napiszę jeszcze jeden, może =D 
Zajebiste te gify. 

środa, 10 lipca 2013

Rozdział 11.

Nadszedł czas zawodów. No w prawdzie jeszcze trzy dni. Ćwiczyłam razem z Dre'm. Noga przestała mnie już dawno boleć, więc mogłam ćwiczyć. Przydały mi się dodatkowe lekcje. 
Dzień pan przed zawodami Han kazał nam się bić. Dre i ja. Niezbyt mi się to podobał ten pomysł. Czasami mam taką moc w nodze, że jak uderzę to potem ledwie kto wstaje. 
- Nie będę się z nim bić ! - krzyknęłam idąc za panem Hanem. 
- Nie dyskutuj - powiedział, stając. 
- Nie będę się z nim bić i koniec ! - krzyknęłam po raz drugi. 
- Właśnie ja też ! - dołączył się do dyskusji Dre - przecież to dziewczyna! 
- Nie widzę problemu - nadal spierał się z nami - a ty? przecież walczyłaś ze mną - skierował te słowa do mnie. 
- Ale z panem to inna sprawa, pan mnie uczy i w ogóle - mówiłam to już prawie ze zrezygnowaniem. 
- No ale! - ciągną Dre. 
- Ja się poddaję - powiedziałam - jak nigdy się nie poddaję w trudniejszych sytuacjach, tak przy takiej błahej muszę się poddać. 
- Ja chyba też nic nie wskóram. Poddaję się - powiedział ze zrezygnowaniem Dre. 
No to stanęliśmy w pozycjach bojowych. Zrobiliśmy gesty jak na zawodach i rozpoczęliśmy bitwę. Walka była bez sensu, bo znaliśmy każdy swój ruch. Jednak ja byłam sprytniejsza i skosiłam go, ale zaraz podałam mu rękę, wtedy zdobił on tak ż i ja leżałam na glebie obok niego. 
- Remis? - powiedział. 
- Remis - odpowiedziałam mu, a po chwili oboje zaczęliśmy się śmiać. Pan Han podał man rękę i oboje wstaliśmy. 
- Jesteście gotowi - powiedział. 
- Jak to my? - spytałam ze zdziwieniem. 
- Ciebie też zgłosiłem, moim zdaniem masz szansę na wysokie podium. 
- No ale jak to. Przecież nie masz żadnych moich dokumentów, ani nic. 
- Tamci jak powiedziałem kto ty jesteś, od razu cię skojarzyli z telewizji, wtedy w centrum handlowym i pozwolili ci startować. Uważają też że jesteś dobra. 
- Ej no ale nie było trzeba, nie chcę robić konkurencji Dre'owi, no.
- Będziecie jako drużyna przecież. 
Po tej rozmowie dziwnie się poczułam.  To Dre miał startować a nie ja. No ale nie było już odwrotu. 
Do zawodów ciężko trenowaliśmy z Dre'm. Kiedy nadszedł ten dzień miałam takiego stresa, że chyba byłam z niego zbudowana. Kiedy byliśmy w tak jakby przebieralni, pan Han wręczył nam stroje, takie jakie powinny być w walce Kung-Fu. Wkładając go, czułam się nie pewnie. Mieliśmy walczyć na zmianę. Ja szłam na pierwszy ogień. My mieliśmy białe stroje. Były drurzynie w czerwonych, zielonych i żółtych. Walczyłam z zielonym, jakoś poszło. Nadeszła pora na Dre.a. Trafił mu się żółtego. Potem ja. trafił mi się czerwony, trochę mnie poharatał. 
Po kilu pojedynkach, okazało się że jesteśmy w finale. Mimo wcześniejszych swoich obaw, byłam uradowana razem Dre'm. 
Dre wywalczył man finał  ana mnie padła żeby w nim walczyć, co mi się niezbyt podobało. 
Trafiłam na tego debila co pobił Dre'a. Ich Kung-Fu było bezlitosne. Pierwszą rundę wygrałam ja. I niestety tu zaczynało być pod górkę. Przylał mi zwykłym kopnięciem i dowalił kilkanaście razy z łokcia że prawie nogi nie czułam. Wygrał on. Ledwie wstałam. Sędzia spytał czy chce dalej walczyć,]. Oczywiście że chciałam mimo swojej nogi. Stałam głównie na jednej nodze. Rozpoczęłam trzecią i ostatnią rundę. Znów mi przyłożył, tak się uwziął że sędzia go musiał odciągnąć. Strasznie bolało, rąbną mnie w to samo miejsce co wcześniej. Wiedział ze będzie mnie boleć. Kiedy każdy już myślał ze nie wstanę, ja w ostatniej chwili podniosłam się na nie stłuczonej nodze, odepchnęłam się od podłoża i kopnęłam go tą samą nogą, robiąc obrót i lądując na plecach z małym bólem. On nie wstał, ja ledwie co ale jednak wstałam. 
Wygraliśmy. Mój przeciwnik wręczył mi puchar, a sędzia chciał bym coś powiedziała do mikrofonu. 
- Ja chciałam powiedzieć tylko, że to zasługa mojego trenera i Dre'a, mojego przyjaciela i że ta wygrana jest też ich - podskoczyłam do krawędzi areny i wyciągnęłam ręce do pana Hana i Dre'a. Kiedy weszli Razem odnieśliśmy puchar do góry. W tym momencie zorientowałam się że wszędzie są kamery i że całe zawody były na żywo puszczane w telewizji. 
Zchodząc z areny wszystkie drużyny zrobiły pokłon ten taki od Kung-Fu panu Han'owi, za to że udowodnił że zajebiście umie tę sztukę walki. 





No to jest. W końcu !!! 
Piszcie jak się podobało. 
Ale się namęczyłam. To chyba NAJDŁUŻSZY rozdział !!! 
Idę odpocząć, oczy mnie bolą. 
Może pojadę kupić rower. Jakby coś dam znać =D 

 

wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 10.

Kiedy otworzyłam drzwi ja i Carly zobaczyłyśmy coś dziwnego. Pan Han był podpity. widać było po nim i po butelce w jego dłoni. Zdziwiłam się bo rozwala swój samochód, który miesiącami naprawiał. Od razu ruszyłam, żeby go powstrzymać w tej rozróbie. W podskokach na jednej nodze dotarłam do niego i kiedy miał po raz kolejny uderzyć w samochód, powstrzymałam go podnosząc swoje ręce i blokując jego. On jednak chciał zrobić to co zamierzał i zaczął się ze mną siłować. W tym czasie przyszedł Dre, popatrzył co my wyprawialiśmy a potem na Carly, ale jednak zaraz jego wzrok wrócił na nas. Stałam na jednej nodze ledwie trzymając równowagę. Długo tak nie postałam i upadłam i przy okazji syknęłam dość głośno z bólu. Carly podbiegła do mnie i pomogła mi wstać, a w tym czasie pan Han odrzucił swój zamiar i opuścił ręce. 
Stwierdziłam że powie nam o co chodzi następnego dnia. Niech najpierw wytrzeżwieje. W tym czasie Carly dała mi swój numer telefonu. Ucieszyłam się że w tym koszmarze chociaż poznam jakiś życzliwych ludzi. 
Dnia następnego pan Han opowiedział nam co się stało. 
Okazało się że spowodował niechcący wypadek samochodowy i w nim zginęła jego żona i dziecko. A wcześniejszego dnia była rocznica tego wydarzenia. Biedak. Obwinia siebie za całe to zdarzenie. Przy okazji  opatrzył mi ranę.
Dre i ja postanowiliśmy go zająć treningami i ćwiczeniami do zawodów. Mimo że noga mnie bolała  nie chciałam aby był sam. Miałabym wtedy poczucie winy lub wyrzuty sumienia. 



Przepraszam że takie krótkie, ale jakoś tak wyszło =D Chciałam szybko cokolwiek dla was napisać :) Cieszycie się ?? =D